Kreton


-


Kwiatów na łące nie sposób uchować
Patent ten krwią mnie plugawi
To tak, jakbym w dom poszedł
I rozdzierał szaty
A wszystko to byłoby na nic

Ni iskra zapłonie, ni owad zabrzęczy
Bo wszystko to szum, tarabany
Jak być pod nim, legnąć
Przewodzić się dłoniom
Przyjaznym jak przepaść otchłani

Gdy patrzę w jej oczy, spojrzenia nie widzę
Chociaż szeroko otwarte
Czy to w mojej mocy? Czym ja gdzieś zawinił?
Czy wszystko już dawno zatarte?

Dziś chwytam jej rękę i idziemy razem
Tańczymy ostatni nasz taniec
Czy da się prowadzić?
Ulegnie namowom?
Wszystko, co robię jest dla niej

*

On jest jedyną osobą, co słyszę
Kiedy on do mnie przemawia
Co inne jest głuszą, mordergą marudną
To dzięki niemu ja latam
A lot ten, choć wzniosły niebiańsko
Jest jednak nieco ponury
Bo z każdą sekundą i w kolejnym ruchu
Obrywa mi kawały skóry



https://truml.com


drukuj