Wojciech Jacek Pelc


tańczyłem z adrenaliną


ogród tonął w bieli wiosennych kwiatów,
kiedy przyszła zrywać owoce.
szalona! - mówili – nie czas, nie pora.
nikt nie potraktował jej poważnie.

ale wtedy rozszerzyły się źrenice.
malowała nam kolorowe obrazy, z finezją
ślizgała się po gładkiej powierzchni naskórka
i zostawiała w euforii, z tatuażami.
sen przychodził ostatni.

flirtowaliśmy. kiedyś zapytałem
czy nie boi się śmierci. w ciszy,
mocno chwyciwszy moje palce zaczęła
tańczyć; tak przekroczyliśmy granicę.

potem długo czułem ten dotyk.

dopiero kiedy nadszedł czas żniw,
zrozumiałem - nie zostawiła adresu.



Piła - styczeń 2010



https://truml.com


drukuj