Zmiana sposobu prezentacji
tego dnia ojciec miał dobry humor
zabrał mnie i brata nad rzekę
pod wypalonym okiem starej papierni
wyciął po łuku z wikliny i dratwy
a potem zabrał na swoją tratwę
i popłynęliśmy w połyskujące gardło rzeki
coraz lżejsze wspomnienia
bardzo chciałbym żeby to był początek
przypowieści o braciach wyruszających
na poszukiwanie źródła
ale to tylko daleki szum
szelest osypującej się ziemi
prześwit w niej
tymczasem teraz zastaje nas w nowym yorku
(a znasz fajniejsze widokówki?) około południa
które niczym południk wyznacza naszą pozycję
i trajektorię rzutu piłką (prosto w tamto)
gdy kiedy bezwzględnie warunkuje gdzie
i gdzie nigdy nie będziemy (a frank o’hara
jak zwykle idzie na lunch) i to już wszystko
co wiemy o miastach oraz franku
i to już wszystko co wiemy o sobie
co udało nam się wypatrzeć w szczątkowych
fabułach mimowolnych gestów fałszywych
drogowskazów: raj
to kiepska kompozycja z nagością i owocem
(ani gdzie ani kiedy)
cycki i jabłka
jabłka i cycki
jak dynie cycki jak gruszki ożebrowane
światło ogrodu w środku jesteś
cała z pestek chodźmy zanim cię rozsieje
wiatr nocą pod wielogrzmotem poczuję się
przez to samotny wielce zaś ten
który tak długo czekał żeby cię zdobyć
(...)
--- cały tekst ---
[...]
dzisiaj po raz pierwszy widziałem drapacze mgły
będę się tym dzielił stopniowo i może wystarczy
na jakiś czas. z innych znaków
uciekły mi obydwa autobusy i tym sposobem
przystanek Słodowiec stał się miejscem przesiadek i ciągów dalszych
(władzom pod rozwagę)
gdzie, po raz trzeci już
przytrafił mi się ten facet, różowy i okrągły, a potem
potem przyszła dziewczyna w kształcie gruszki i zapragnąłem nagle
żeby on powiedział
i powiedział chyba do niej zapomniałem
zapomniałem zatęsknić. i może jeszcze coś o tej tnącej ściany mgle
*
pamiętam z dzieciństwa, że najstraszniejsze były
późnowieczorna mgła i czerwony księżyc. pamiętam, bo nie znalazło się na liście zapomnień
bo strach staje się powtarzalny i tandetny
(...)
--- cały tekst ---
oto jak jest: gorąco. pierwotnie i nago.
puchnie ciało - tak psuje się ożywcza woda.
a ty nie podobasz się słońcu.
a ty nie podobasz się nikomu.
i nikt istotny nie umarł ostatnio. jakoś polubiliśmy
odchodzić z nadchodzącym mrozem.
trochę znaczących narodzin: świat
znów stał się chłopczykiem. ostatecznie będzie z tego
wiersz, bo z wszystkiego są wiersze. z pracy, z nudy, z kobiet,
ze spacerów, z nienawiści (z miłości
nie - miłość tak polega na wyjątkach, jak ty polegasz na niej),
z wierszy; z naszego mieszkania, w którym nie mówię,
że ją kocham; z widoku na skrzyżowanie,
które powinno nazywać się ukrzyżowaniem,
ale najwyraźniej giną na nim wyłącznie samochody
(zero kwiatów, zero zniczy, kolego).
oto co jest: mantry i wyliczanki. leniwie gasnące światło.
siedmiu aniołów na siedmiu skuterach dominos pizza
pędzących przez skrzyżowanie.
zwiastowanie.
krzyk to krzyk skarbie - nie wyobrażaj sobie że może być niemy;
posiniałe mięso ślady po zębach czarno od języka w tobie niebo
jak gigantyczny subwoofer; drgania w podbrzuszu. ten wrzask
deformuje całe światy pnie się w górę ja wzdłuż ciebie
po kark.
Soho śmierdzi moczem i winylami. pedalskie latte w papierowym kubku;
wkrótce spadnie śnieg i wszystko wystygnie znieruchomieje. nie pomogą
zatarte szarości rosnące smugi powietrza. rzeczywistość
przejdzie w betonowe kadry; połamane oddechy pęknięcia na wardze.
poza granicami mojej głowy pozostaniesz nieskończony.
*
wciąż odwiedzam to miejsce w którym śmierć jest ziemista
i włazi pod paznokcie. gdzieś po drodze mam ciało.
zagrzebałem się w tobie a teraz chciałbym
dotknąć.
(...)
--- cały tekst ---
„cokolwiek zamiast amen zasłania nam usta
a kropka dusi zdanie bez ważnego końca.”
Paweł Podlipniak, Tenebrārum
nie ma w tym żadnej tajemnicy
co było rozwiane wygładzamy w nikczemną całość
pocałunkiem o lekkich konturach już nas nie dosięga
widok z okna na opuszczony ogród
po zmarłych resztki płótna resztki pamięci
nieodległy szczyt światła — szczelnie zapięte
w ślepousty dialog
nieodmiennie coś nas przesłania
upycha ciasno w znikomą przestrzeń
pomiędzy pejzażem a martwym z natury
potem wciąga pod siebie i gwałci
najgroźniej — najczulej
popatrz sobie proszę
aż poczujesz
(...)
--- cały tekst ---
Bubak 'n' Chyl
I
wyjdźmy od tego, że wychodzimy stąd.
w tym mieście nie ma centrum.
wszystkie ulice prowadzą
wzdłuż i dookoła
(ludzi spotykać z samotności i
nieuchronne zderzenia galaktyk na chodnikach). chciałbym
trzymać rękę pod stołem, oszukać cię, że wciąż możemy
przestać być tutaj, a zacząć tam. kolejny motyw
na skórze - wychodzimy stąd.
II
Erec Israel
mityczna Północ. rozpadamy się na kolejne zbliżenia. nagle
(...)
--- cały tekst ---
/wydanie, ekhm, zwężone, poprawione/ ;)
tego roku umarł mój niechciany ojciec
i zapragnąłem przekreślić nadgarstki postrzępioną linią
(a wystarczyło podkreślić kilka słów wyszeptać)
można się przyzwyczaić do siebie
w dalekich bezsensownych podróżach do wietrznych krajów
i w równie bezsensownych lecz znacznie dłuższych powrotach
w wędrówkach do umieralni utkanej ze stęchłych tchnień
gdzie w przewlekłej bezsenności przewleczony przez nazbyt wyrazistą jawę
próbowałem wyobrazić sobie anioła u głowy tego prześwitującego człowieka
z którego nie potrafiłem już wycisnąć nawet odrobiny światła
i którego zostawiłem miękkim dłoniom obcych kobiet
[pierwsza]
no i skończyło się rano jest ranem pisze się ostatnie wiersze
błyszczącą ranę powroty do domu przez cmentarz zbyt ogromny
dla tych wszystkich śmierci (każda osobna najmniejsza)
(...)
--- cały tekst ---
dokąd podróżowałem? co odkryje przed nami monitoring? przez jednoręczność
do wszystkiego doliczone pół godziny. powoli oddala się wschód. spasione dymem liście.
to od nas ten kaszel? głuchy szczęk szczęk. najpierw ogień, później inne zakazy. długo myślałem, że piórniki i śmierć pochodzą z niemiec. na razie zabrania się jej wnikać w nasze ciało. z odpowiedzi szelest i nowe smaki. oto mój pomysł na ciebie: proszę wyjąć to ze mnie. co jakiś czas powtarza się taka praboska regeneracja. rejterada. nikłe niknie i tak. i tak łaknie. tak ładnie. tak-tak.
u innych jeszcze długo świecą się okna.
przejść przez korytarz jak przez ciepły wciąż oddech
dotrzeć do schodów
gdzie stoją mamroczący odstępcy
co od łóżek
obłoków najbielszych odstąpili
występnie z nogi na nogę przestępują
co rusz na głowie coś poprawiają
jakby kapelusz modlą się do okien
i na obiad wołać ich trzeba
jak dzieci z podwórka
Alicjo Alu!
Piotrusiu
do kogo mówisz Alu
Alicjo rozwiązana sznurówko
zmarszczko szklista
daj rączkę chodź
zobaczysz
(...)
--- cały tekst ---
