Sorrowhead (ex Cheval)


Medytacja II


Język wydaje mi się bytem samoistnym. Wywołuje w nas doznania. Tj. język poetycki. Tam jest o faktach, tam jest o brzmieniach, tam są konstrukcje rytmiczne, tam obrazowanie, gdzie indziej abstrakcja. Ale język to język, to trochę jak powiedział ktoś o muzyce, że ona sobie jest. Dla orfików to natchnienie, dla sceptyków prawa półkula. Można pracować nad tym i manipulować tym, choć nie lubię tego słowa w tym kontekście, ale to jest byt samoistny wywołujący w nas doznania. Wyciąga się ze skarbnicy języka, i, jeśli komuś to dane, coś się do niej zwraca, dodaje. Wykoncypowano ideę "śmierci autora", i jeśli w niej chodzi o to, o czym piszę, to się z nią zgadzam. Czasami z resztą mam wrażenie, że we wszystkim chodzi o jedno i to samo, tylko różnie to się ujmuje, jak w tym wiecznym krążeniu u głupiego Fryderyka N.

A Prawda? Mon Dieu, co to jest Prawda? Szukam jej w teologii, to jest, nec plus ultra. Oczywiście mam swój gust z tym związany. Ponoć w Oxfordzie mówili "ignorant", bo to z łaciny, zamiast "agnostyk", bo to z greki. Ja o tym piszę jako o pytaniu ontologicznym, na które nie potrafię dać odpowiedzi. Przynajmniej ja to nazywam pytaniem ontologicznym. To ten mój sinthome. Szczep takich i innych doświadczeń bytu przygodnego destyluje się w wiązkę. Może kiedyś to zrozumiem, na razie nie. Można by to lapidarnie ująć w taki sposób - czy Prawda zawiera w sobie Piękno, czy też Piękno jest w oku patrzącego. Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego, ale mam wrażenie, że da się pojąć, co mam na myśli. Niektórzy twierdzą, że to kwestia decyzji.



https://truml.com


print