oczy jak pustynia


nocny marek


sylwester z grzmotem odpalił petardy
ni stąd ni zowąd telefon głos z przeszłości
otworzył zamknięty już dawno rozdział

po nim pół nocy nie zmrużyłam oka
poduszka nie układała się pod głową
kołdra nie otulała ciepło coś ściskało gardło

i mąciło w głowie wyszedł z inicjatywą
ja podałam rękę później spotkanie w kawiarni
uśmiechy słodkie niczym kruche pierniki

maczaliśmy w kawie łączył nas stół drewniany
dzieliło czterdzieści lat dzisiaj jestem kimś
kogo nie zna i nie rozumie że czas nie stał

w miejscu że mam nadbagaż wielkich znaków
zapytania świat który dopiero co tąpnął
i nic tak z dnia na dzień nie rozkwitnie na nowo



https://truml.com


print