Sztelak Marcin


Powijaki



Pada – to moja wina – umyłem okna.
Zachciało się jaśniejszej perspektywy,
głębi horyzontu.
 
Na myśl przychodzi soczystość
słowa dupa.
 
Będzie dobrze – umarłem przedwczoraj,
a może dziś wieczorem – nie sięgam pamięcią
poza zasłonę. Świata nie widać.
 
Ale nadal się kręci – także mea culpa.
I trzy razy w piersi.
Pięścią.



https://truml.com


print