Miladora


drzeworyt


ciągłe dążenie na oślep w przestrzeni
wciąż ten sam impuls by pośród szamotań 
wysnuć uchwycić kolejne przeźrocza 
i stworzyć zarys nim jeszcze się ściemni
 
nieodkrywalny gdy poza zasięgiem                                                                         
twarz przetnie ciszę przelotnym bezruchem
gdy bezustannie czas karmi nieczucie 
rosnące szybko na tle innych przemknięć
 
coś się pojawia w uśpionej pamięci
niczym ananke z berłem rytuału
choć powtarzalność to ciągle zbyt mało
żeby odkręcać migawki i scenki
 
jedynie w głębi kiełkuje ziarnina
samo-odrodzeń tego co gdzieś przedtem
wstrzymało dłonie w odruchowym geście
by nie dotykać i nie brnąć w przyczynach
 
w korze wyryto historie absurdu
genezę zmyśleń zastygłą u końca
chwil wyżłobionych na dawnych początkach
 
lecz w południkach już tylko jest północ



https://truml.com


print