Zmiana sposobu prezentacji
nasłuchuję wiosennych szeptów
wybudzonym pąkiem w słońcu
przylatujesz pierwszym ptakiem
chcę twojego gwarnego śpiewu
kocham piękne miękkie światło
piję cię różanymi oczami fiołka
i mówię tak na rozczarowania
nucę dopóki nie przytulisz
spod sukni odkryte moje nogi
gdy ty cieplejszy jaśniejszy
pączkującymi drzewami
jaskrawożółtą różą
z żonkilu i forsycji
intrygujący promyk
rozkwita w nas
połącz
chcę używać jesiennych kolorów
pobudzą nostalgię i spokój
gdy z czułością spojrzysz
w moje oczy
burgundowymi różami
na filiżance i dzbanku do herbaty
dotknij moich dłoni i ust
tkliwie obejmę ciebie
melancholijny jak lato
gdy gryzę brzoskwinię
sok spływa po brodzie
siedzę w kwitnącej trawie
dłonie słodkim ulepkiem
dotykam najgłębszy błękit
ukołysz mnie źdźbłami
z zabawy przeniosę motyla
na sennego słonecznika
jesteśmy w chmurze
to morze mgły
nie widzę ścieżki
tak ładnie z klonami
powiewam czerwonym
marzyć o chłodzących kwiatach na ciele
zanurzyć się bezwiednie w tobie i wodzie
dać się oplątać wężowi z piękną intensywnością
rozłożyć ręce jak ważka w rytm delikatnego wiatru
w jednym ciepłym kącie
pracuję czytam marząc
o twoich ustach na mnie
zostanę dłużej letnia
zachwycona kolorem
z rzadkim złotym drzewem
Delikatnym wiatrem i słońcem otulona,
ze świeżością wpadam w moje rozpostarte ramiona.
Dźwięk rozchodzi się po wodzie, gdy piszczę,
goniąc za czerwono-niebiesko-zielonym motylem-latawcem w białe plamki.
Puszczam go, a on wzbija się wysoko w niebo,
a ja biegam razem z nim po zielonej łące.
jak jelonek z pięknymi ustami dotykasz czubków
beztrosko kładziesz ręce na wilgotne ciało
pod niebem domem szybujące jaskółki
nie podnoś głowy i nie odskocz zostawiając mnie
chcę twarzy brązowych nadgarstków
błyskotliwym śpiewem w zagłębieniu uszu
przejść z tobą do niemożliwych drzew
