13 september 2020

poetry

supełek.z.mgnień
supełek.z.mgnień

Zbiór zmyśleń, i wiersz, który się rozpada

We wszystkich chwilach, w których boję się być
kobietą, deszcz tworzy przede mną abstrakcyjne rzeki.
Z próżni rozplecionych warkoczy wykrusza się papierowa
sowa, niby krew z reprodukcji obrazu Fridy Kahlo.

Rzęsa w oku, żeby nie zabłądzić, zawsze tak samo rechoczące
żaby. O zachodzie dryf pasuje do stóp, dlatego łatwo czekać
na przypływ, i ryby pływające na brzegach ust — skalisty brzeg,
niczym otwarta rana. Dłonie

zajęte dłońmi, wnikają w kreowanie nocy, jakby za bardzo
unikały pojedynczych splotów, ciała rzeźbią biel — cienieje
grobowiec nerwowych traw, w wapno świerszczy i cykad.
Widzę w tej scenie zmęczone oczy matki, i nas pochowanych

w jej twarzy. Jakby siała dźwięk twojego głosu, na granicy
słyszalności. W gardło, i w nic. Przeszeptany!  Jedynie
szyby w oknach dają cień życia, a może wiary, że nie zajmujemy
się miłością, lecz wszystkim co na nią nie pozwala.

Niczym psy zakopane pod ostrymi liśćmi łopianu. Nie starają się
byśmy w nie uwierzyli. Boże jak one strasznie zapamiętują
nasze stare oczy. (Jedyną formę ich obecnego życia). Mój
dziecinny śnie.


Z cyklu: Przez całe życie, do dzisiaj

violetta
13 september 2020 at 18:26

wiersz jak książka życia. miło się czytałam.

report

supełek.z.mgnień
15 september 2020 at 10:55

Sam się napisał.

report

jeśli tylko
13 september 2020 at 20:07

hej, światełko..

report

supełek.z.mgnień
15 september 2020 at 10:55

Hej, jeślinko.

report

jeśli tylko
22 october 2020 at 23:33

i te słowa znalazły swoje kreski, podpinam.. :)

report

supełek.z.mgnień
24 october 2020 at 10:54

:)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register