Dom wydaje się narysowany. Pełen obietnic,
z których większość można wykluczyć. Łóżka stłoczone, jak drzewa
w sadzie. Spiralne schody — nadranne powroty, odkąd starzy ludzie
zwisają z okien, niby pończochy, albo pierś wychylająca się,
lecz niedotknięta. Gruba kobieta z żółtą parasolką robi sobie piegi,
czuć jej z ust ojcem, kiedy śniegiem przeciera twarz. Gdy dzień
kończy się koło czwartej, chłopiec rozgrzebuje patykiem ognisko,
udając, że tworzy niebo. Później opuszcza głowę i milczy,
jakby wiedział, że słowa są ciężkie. Pies trąca nosem jego rękę,
powolną litanię dymu — więc modlę się. I nie potrafię wskazać
momentu, w którym jeszcze nie jestem swoją matką.
____________________________
z cyklu: studium przypadku
też to mam - odnośnie puenty ... hmmm ... z wiekiem dostrzegamy jak kopiujemy gesty, pozy naszych przodków ... i to dzieje się jakby samo, możemy tylko z zaskoczeniem przyłapywać się w takich momentach - czynnościach; ana logie ;) pozdrawiam ☺
zgłoś
Tak, to prawda. :) Dziękuję za ślad, Zoi. Pozdrawiam.
zgłoś
świetny wiersz. dziękuję. dawno nie zdarzyło mi się takie mocne spotkanie.
zgłoś
Dziękuję. [''Siedział'' we mnie od dawna, a dzisiaj pozwolił się zapisać.]
zgłoś
byłam, wrócę..
zgłoś
Dziękuję.
zgłoś
wiersz którego nie sposób zapomnieć
zgłoś
Dziękuję.
zgłoś
Pisząc, malujesz. Z wielu scen stworzyłaś piękny i spójny obraz - pod jego powierzchnią dzieje się coś ważnego i trudnego do uchwycenia, czuje się, że chodzi tu o coś więcej, niż tylko zwykła relacja, to jakby również rozliczenie się z czasem, wewnętrzna wędrówka, która doprowadza do zdumienia - "nie potrafię wskazać momentu, w którym jeszcze nie jestem swoją matką". Jest w tym wierszu wiele fragmentów, które sprawiły mi - czytelnikowi - wiele radości - "starzy ludzie zwisający z okien, niby pończochy", "pierś wychylająca się, lecz niedotknięta", " czuć jej z ust ojcem" ( aż się uśmiechnąłem ), trudno tu przytoczyć wszystkie, bo musiałbym przepisać niemal cały. Ale najbardziej zapadnie mi w pamięć ostatnia strofa, w której płynnie przechodzisz od obrazu do pozornie nie związanej z nim konkluzji. Wywaliłbym przecinek po "parasolce" w piątym wersie. Naprawdę świetny wiersz - gratuluję! :)
zgłoś
Masz rację odnośnie przecinka: wywaliłam. Bardzo dziękuję za komentarz. Chyba nie spodziewałam się takiego, zwłaszcza pod tym wierszem (dość długo na tym potralu, moje teksty trwały w ciszy). Cieszy, że znalazłeś coś dla siebie, że pojawił się uśmiech. Pozdrawiam.
zgłoś
Uśmiech dotyczył oczywiście formy i był spontaniczną reakcją na sprawność i urodę porównań, treść natomiast, bardzo poważna, wywołuje raczej głęboką zadumę, szczególnie że jeden z fragmentów wiersza w połączeniu z puentą dopuszcza interpretację wręcz ponurą. Pozdrawiam :)
zgłoś
Dziękuję za powrót. I ja pozdrawiam. :)
zgłoś
Bardzo mocno do mnie przemówił...Jest przejmujący, a zastosowane środki, dają pole do szerokiej interpretacji. Nawet nie umiem zacytować fragmentów, które szczególnie we mnie zapadły, bo cały wiersz stanowi zwartą, świetną całość. Na pewno będę do niego wracać.
zgłoś
Dziękuję. Podobnie jak w odpowiedzi wyżej, zaskoczenie.
zgłoś
osobiste i ciekawe, życie na poły akceptowalne a na poły nie
zgłoś
Piszę, jak piszę. Zawsze jest w tym osobista nuta, ale niekoniecznie - bardzo.
zgłoś
w puencie chodzi o upodabnianie sie do matki, podoba mi się puenta i rozumiem że chodziłoby o bardziej bycie sobą
zgłoś
Możliwe, że tak właśnie, a może trochę inaczej.
zgłoś
Lubię wszystkie Twoje wiersze, ale ten wydaje mi się bardziej czytelny dla zwykłych zjadaczy słów :) Bardzo na tak!
zgłoś
Ojej! Aż nie wiem, co napisać? Może jeszcze będą ze mnie ludzie ;) Dziękuję, Bosa. :)
zgłoś