W świetle przedranka, strach na wróble wygląda jak żebrak
Gdy wiatr szeleścił w każdym kącie domu, mówiła: wystarczy się wspiąć,
pomyśleć o szczęściu, tylko wtedy można być jak dym z komina, tamujący
pięści pełne brzmień. Niech się w sobie poczną.
(Jej okrągła twarz, to jeszcze dziecko, rozhuśtane
włosy szarpią ciemność, kiedy wielki pies w oczach zaczyna obszczekiwać
— dom rodziców, pagórki chmur – aż uspokoi się, bo kości).
Później światło dnia rozlepiało brzeg, i wschodziły papierowe gwiazdy.
Dusza okrętu, przebijanego igliwiem, żeby nie zagnieść wody.
z cyklu: spowiednik
gdzie są strachy tamtych lat..
zgłoś
Zdarza się, że niezmiennie towarzyszą.
zgłoś
być jak dym z komina..
zgłoś
Tyle?
zgłoś
"Później światło dnia rozlepiało brzeg, i wschodziły papierowe gwiazdy. Dusza okrętu, przebijanego igliwiem, żeby nie zagnieść wody." - świetne, ale cały wiersz bdb
zgłoś
Dziękuję Marzena.
zgłoś