Kiedy się rodziłem, przez okno wleciał wróbel
i zdechł w sieni. (Jakby był życiem, wysupłanym
dla wiersza). Oblodzone gałęzie uderzały o dach.
Babka, szybko i niezgrabnie prześlizgiwała się
w stronę studni. W głębi trzaskało wiadro,
ciężkie jak mleko, w butelce po wódce.
kiedy dla dwojga nie starcza miejsca na parnasie..
zgłoś
Pamiętam/sz.
zgłoś
Niby nic pięknego, ale bardzo mi się podoba :)
zgłoś
Dziękuję za ślad, Bosa. :)
zgłoś