nie zabrałam niczego choć nic płonęło
w palenisku lokomotywy
na zmianę gorąco
zimno w przydzielonych miejscach
na dworcu nie zbierałam drobnych
okruchów wystarczyło dla wszystkich
obca próbowałam spacerować nad trakcją
iskrzyło ale nie były to ognie świętego Elma
pod niewłaściwym adresem
zatrzymał mnie stary żebrak
siłą wdarłam się do przedziału
nie chciał mnie wpuścić
(pożal się Boże) konduktor
w dziwnie jasnym mundurku
nie nosił siwej brody
i włosów przetykanych srebrem
zapłaciłam za dzień w poczekalni
zabrakło mapy i megafonów
szczęk i ścisk podróżnych
bagaże pod głową rozpakowane
wieczorne lęki podchodziły bliżej jarzeniówek
światło bieliło twarze
jaśniały oczy motorniczemu
płacono monetami na szczęście
kończyły się tunele
pokryte miałem węglowym
drzwi prowadziły dalej
rozbudził mnie odwrotny do kierunku jazdy
znajomy głos odbijał się echem
byłam już blisko celu
przyszło mi wrócić pokornie
nie wytrwałam
ostatnio lubisz się zmagać :)
report
już od tego zmagania troszkę czasu minęło ;) dzięki
report
świetny wiersz, choć pewnie dałoby się go trochę skrócić, czuję cały klimat i potrafię wczuć się w peela, ogromny plus za pociąg
report
zdolny jesteś Konradzie ;)
report
oniryka, oniryka- tkliwa dynamika, angelologia i Ty :) hey
report
wiese - nosi mnie czasami i wodzi - niekoniecznie po jednym świecie się włóczę ;)
report
Ogromny plus za popęd.
report
Jeżeli mówisz - to wiesz;) Dzięki Jarku za podgląd ;)
report