– nie umiem cię, Skarbie…
– nie muszę…
cicha biada wymyka się
z ust niedorosłego mężczyzny
– lecz twoje oczy błyszczą jak
dwie bursztynem złocone broszki
głos rozfruwa się niczym dźwięki fletu
[śpiewające motyle]
włosy masz czarne jak
koty z dobranocek
lśnią gwiazdami…
widzę, że ty taka kontenta z wyrazu
i ten nie stygnący wstyd na policzkach
wynurzasz się powoli z głębokości
swego kobiecego opuszczenia
wierzysz mu
i nawet światło lamp
pokusy przed tobą nie ujawnia
tymczasem niewierność czai się jak
trędowaty karzełek pod oknem
[jej cień zawsze jest garbaty]
post scriptum:
jesteś plagą!
Kasiu? a może by tak wynurzać się szybciej ? z tej strasznej głębokości kobiecego opuszczenia? dlaczego karzełków? dobre są, uczynne :) hey
report
:)
report
uśmiech masz śliczny :) ale to chyba, Katarzyno, wiesz sama ? :)
report
Zasadniczo nie dotyczy to mojego utworu. Niemniej dziękuję i chwała Bogu :) Pozdrawiam
report