20 july 2011

poetry

Arwena
Arwena

małgosia od parkinsona

jeszcze nie wiem co chcę jesienią
zimne słońce zajdzie kiedyś rdzawo
i oprawię ciepło ciała  rtęcią
słodkie wino odsączę z poranka

gdzieś tam będziesz zapatrzony w niebo
porozrzucam myśli po trawniku
nic nie powiesz kiedy ciężko wsiąkną
zamkniesz dłonie by uścisnąć litość

potem wózek pchniesz w kierunku drogi
zaplątane koła między stopy
dotknę wierszem weź mnie chociaż siłą
szepniesz prozą kiepsko w nocy spałem

LadyC
20 july 2011 at 23:40

załapałam się na ostatnie dwa wersy. mam pewne wątpliwości co do ciepła rtęci - wydaje mi się to dziwaczne.

report

Jacek Sojan
20 july 2011 at 23:49

i "oprawię ciepło ciała rtęcią" - bardzo wyszukana metafora ale oddająca trafnie konieczność ochrony przed zimnem (rtęć - termometr-temperatura) - taki ciąg skojarzeń, ale tu na skróty... dobry, dobry wiersz! J.S

report

Arwena
21 july 2011 at 07:53

celnie, dzięki

report

Rafał Muszer
21 july 2011 at 03:47

bez prozy też się nie da spać

report

Arwena
21 july 2011 at 07:53

nie wiem, ja zasypiam w całych przekładach

report

Leszek Lisiecki
22 july 2011 at 16:46

Lubię tak pisząca Arwenę...

report

Rafał Muszer
25 july 2011 at 08:08

Ty masz chyba wszystkie choroby

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register