|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (191) Prose (12) Diary (9) Photography (18) Books (1)
Postcards (32) About me Friends (32) | |
przesadzają się świty bliżej wyjścia
drzwi w każdej chwili może otworzyć wiatr
a ja słucham czy na zewnątrz nie pada
parasol się zgubił nigdy nie był wierny
jak myśli pogodne którym dobrze tylko na obrazku
co więcej nie pytam
nowe znajduję prosto z łupiny
nasze kasztany rodzą się kolejny raz
tylko ciebie nie ma
ktoś inny dotknie nie dotykając
usta jeszcze w piwoniach
czerwiec kocha się z lipcem
w listopadzie kradnę noc której nie było
później wydarza się wiele
tylko ciebie nie ma
bliżej wyjścia wpada światło
srebrnej pełni wypełniony szkielet
teraz widać więcej szkoda że nie wczoraj
kiedy zamknęliśmy okno od innej strony
rozdzieliła nas szyba
każdy świt oddala
czytam bez dwóch ostatnich wersów
report
Witaj Aniu, tak myślałam pisząc, że ta końcówka chyba za dużo, ale ja lubię dopowiedzieć, zakręcić do początku. ;-) Pozdrawiam!
report
dla mnie ładnie :)
report
z przyjemnością :)
report
:-) Dziękuję ślicznie Istar i Dariuszu, ja tak zza ściany Bezczasu, a niech tylko staruszek Czas zgoli przydługie brodzisko, to już zajrzę i do Waszych. Pozdrawiam! :-)
report
my poza nawiasem osiągający jasność równą lipcowym spotkaniom nieuleczonym dotykiem kochamy róże z imperialnym przepychem i czas tętni w płatkach trwalszych od pomników :)
report
Masz rację QM "kochamy róże z imperialnym przepychem" - a gdzieś w tajemnicy tęsknimy do polnych bukietów...
report
Podoba mi się:)
report
:-)
report