9 september 2011

poetry

Ponczillo
Ponczillo

Ostatni raz

Sumienie bywa gładkie
jak świeżo cyklinowany parkiet,
tylko gdy w powietrzu za dużo wilgoci
odkleja się klepka piąta
na prawo od zimnego latem kaloryfera
dwa kroki od zapchanego zimą barku,
w którym rządzi spiritus kaktus
czyli tequila.

Zaprzysięgam, że piłem po raz ostatni
z policjantami
ze strażakami
z murarzami pijałem najczęściej
z artystami nigdy.
Może z wyjątkiem Chopina.
Był tak mały, że siadał na stole.
Artyści mają coś z murarzy,
murarze są artystami?
Cóż,
czym żyjesz za to pijesz.
Ważniejsza jest magia słów
czy słowa magiczne?

Pewnie to wina środowiska,
zepsutej przez burzę komunii świętej,
zwietrzałej oranżady bez kapsli,
konsekwencji szkolnych wagarów,
może.
Obawiam się skutków bezstresowej nietrzeźwości
ale bardziej negatywnych następstw
bezstresowego wychowania w trzeźwości.

Ostatni raz
zlizuję z kciuka cytrynę,
przegryzam sól
dziewięć
dziewięć
jedenaście.

Konrad Redus
9 september 2011 at 16:32

któryś z nas musi wytrzeźwieć, bo czegoś tu nie rozumiem

report

Slawrys
9 september 2011 at 19:18

też się obawiam skutków bezstresowego wychowania w trzeźwości

report

dodatek111
10 september 2011 at 09:27

doskonałe, po prostu spirytusik ;)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register