|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (289) Prose (20) Diary (13) Photography (58) Graphics (1) Books (4)
Handmade (25) About me Friends (90) | |
sens do życia tak potrzebny banalnie
czasem życia niezbędnego nikomu
pory roku przelatują wciąż z wiatrem
jak zdołałeś to Orlando pokonać
catch as catch can połączone z nostalgią
gestem rąk tkwiące wciąż w niedomówieniach
noc światłością przeczesuje swe głębie
reszta kwestią jest już tylko milczenia
gdzieś i kiedyś czy też wstecz czy do przodu
słowa wryte lecz nie w takim pojęciu
szarpią myśli psim łańcuchem na dłoniach
timszel łudzi lecz i bywa bez sensu
sens banalnie tak potrzebny do szczęścia
tylko po co gdy go nie masz dać komu
przelatuje pod wiatr rok za rokiem
jak zdołałeś go Orlando pokonać
Jakoś w moim nastroju dzisiejszym:)
report
Mnie też się zdarza bywać smutnym wesołkiem, Wu. Buziak jak dobre słowo na sobotę. ;)
report
bez sensu życie nie ma sensu..."reszta kwestią jest już tylko milczenia'.
report
Dzięki, Kamysia - nie ma, fakt. Buźka sobotnia. :)
report
/życie bez sensu jest niczym w porównaniu ze śmiercią bez sensu/, co przeczy informacji, o osobistym umieraniu - abstrahując od myśli wielkich, - sens? Zapomniałam, że takie słowo istnieje... Dotarło:(
report
A jednak takie słowo istnieje, Nicki kochana, i bywa nawet, że "ciałem się staje". Naprawdę bywa... A ja się cieszę, że jesteś, a to świadczy chociażby, że Twoje istnienie ma sens. Bo ma. Buziaki serdeczne. :)
report
Całość dla mnie za ogólnikowa jednak, by ją pokochać jakąś miłością od pierwszego wejrzenia i wracać. Natomiast jedna linijka weszła mi jak haczyk w podniebienie: "timszel łudzi lecz i bywa bez sensu". I z nią najprawdopodobniej będę rozmawiać długo. Buziaknasznureczkujaklatawiec dla Ciebie znowu, bo mi się do takiego uśmiechnął cały dźwiedź :d, więc go trochę poużywam. Dobrego, Mil.
report
To pobrzmiewające wciąż echa "Orlanda" Virginii Woolf, zwłaszcza pewnych scen z filmu, Kipu. Może wydać się komuś ogólnikowe, bo to dość specyficzny, własny odbiór. Ale cieszę się, że coś sobie jednak wzięłaś. :) A buziaknasznureczkujaklatawiec jest niesłychanie wdzięczny i, zauważ, też szybuje z wiatrem. ;) Kipcmokadło w zamian. :)))
report
Rozumiem chyba. To może trochę jak z niespodziankami przekładów literatury z języków obcych: czasami można się zdziwić, w jak zawiłe ornamenty układają się skojarzenia tłumacza, kiedy wybiera innojęzyczną postać dla oryginału:) Tłumaczenia z mutanciego nie są ani trochę łatwiejsze. No ale że obie już zdążyłyśmy w sobie nawzajem rozpoznać, jak ożywcze mogą być odmienności, byle bez karetki pogotowia, nic więcej nie muszę gadać. P.s. Yhm, ten kipubuziak szybuje z wiatrem. Prawda. Tak czy inaczej, wicher bywa mocniejszy ode mnie;)) I godzę się na to. Ba, czasami z przyjemnością. Zabieram kipcmokadło z Miladorii;) (jak z krainy fantasy) - i znickam.
report
To dlatego, że istnieje ogólnoludzkomiędzynarodowe mutanckie porozumienie w kwestii tłumaczeń z języka mutante na linqua humana. :))))) I vice versa. ;)
report
:)
report
Miło było poczytać:)
report
Dzięki, An, mnie miło usłyszeć. :) Dobrego. :)
report