ja twardziel
zgrzypik
wstępnie żeruję w łyku
później dyskretnie
wchodzę między korę i drewno
łaskoczę wierzbę do łez
czynię ją rzewną
jestem aktywny
o zmierzchu i w nocy
skrzypię wspólnie zestrojonym dźwiękiem
twardością ksylemu
mięknę
co moim szlochem
to wierzby chichotem
trudem robaka oszukanych wzrusza
zwana płaczącą śmiechem się zanosi
przekłamywanym w uszach
Trzeba mieć naprawdę talent, żeby rozchichotać wierzbę. ;))) Moje uznanie, JJ. ;) Ech, zacytowałabym Ci pewien fragmencik "Układu" Kazana, ale... jest dość nieprzyzwoity. ;) Zamiast tego zostawiam buziaka. :D I idę porzeźbić...
report
No, no. Wszedłeś w twardy temat do zgryzienia :) Taki z Ciebie spuszczel? Nieźle. Pozdrawiam.
report
Tak mnie zaintrygował tytuł, że nie mogłam nie zajrzeć. Wiersz jest świetny! "oszukanych wzrusza" - zlikwidowałabym tylko tę inwersję, po prostu super!
report
Lajanko - tam jest rym, stąd inwersja. ;)
report
wystrugałem z wierzby świątka/ zjadły go żywcem robaki/ wygląda więc chyba na to / że święty to byle jaki;)))
report
przyjemnie u Ciebie pożerować.
report
ale gilgotki ;)
report
Przyjemnie się czyta taka poezję.
report
gratuluję. zachwycasz.
report
gratuluję. zachwycasz. dawno nie czytałam tak pięknego kornikowego śpiewania.
report