moje miasto
między Ojcowem a Kobierzynem
kładzie się stygmatem na ustach
zważywszy na okoliczności urodzenia
chciało się być gadającym pomnikiem
ale boginie w zwiewnych sukienkach
zdjęły ze mnie płaszcz z brązu
mówiąc chłopcze nie udźwigniesz
możesz nosić nasze sny i parasolki
rozejrzałem się rzeczywiście
jako i ja mieszkańcy
mają coś z jaskiniowca
coś z czuba
lunatykujemy w czasie i przestrzeni
jakżeby inaczej
codziennie alarmuje trąbka
Tatar ante portas
czy dlatego noszą tu portki na szelkach
ze strachu a może
z braku oparcia dla stopy życiowej
łatwiej udać pająka za muzealnym obrazem
znieruchomieć w kościelnych witrażach
w pozie grzesznika broń boże świętego
zdradzą mnie oczy niebieskie od kpin
niepohamowane od śmiechu usta
nie da się ukryć
wariat
moje rodzinne miasto żywe kamienie bruku
coraz lżejsze stają się słowem
bo Kraków czym jest
nazwą
ojcowskim pocałunkiem skrawka ziemi
uległością i walką z duchem
w niekończącym się rozmawianiu
Wyśledziłam Cię Jacku na dwóch portalach niemal jednocześnie - sobie gratuluję :)) a Tobie - kolejnego ciekawego obrazu, innego od tego co czytałam chwilkę temu. Cenię takie możliwości. A propos Krakowa zaś - pewnie tylko Krakus tak może - ostro i pobłażliwie zarazem, i gorzkawo jak kawa bez dodatków. Poeta gaduła - niech rozmawia :) Pozdrawiam serdecznie :)
report
trochę inaczej to odbieram, przywołanie Kobierzyna zastanawia, jakieś doświadczenia w tej dziedzinie, przykre odwołania, zaskoczyło mnie to usytuowanie na takiej dziwnej osi Ojców, Kobierzyn, i te portki na szelkach - trochę mi obce, ale to są osobiste zapytania i jeszcze ten stygmat, brzmi tak poetycko a zarazem krwawi, czemu krwawi, nie widać tego w miłosnym potraktowaniu w dalszej części. Bardzo zastanawia to inne spojrzenie.
report
ymmmm w odslonie bez rymow do twarzy ci Jacku:)
report
LadyC; szczerze mówiąc ten krakus nie lubi Krakowa ale tu mieszka i tu pracuje - próba oswojenia losu musi wyrazić się sarkazmem ale też szacunkiem wobec tych, którzy Kraków ozdobili - sztuką, nauką, osobowością... serdeczności z życzeniami Pomyślnego Nowego Roku! :))!
report
to już teraz rozumiem Hawełkę, to po prostu historyczna dziura. Wiedziałam, że żaden prawdziwy Krakowianin takiego lapsusu nie wyczyni. Szkoda Jacku, że nie lubisz tego miasta. Gdybym była "panną do wzięcia" to bym Ci zaproponowała oswajanie Krakowa. Nie dość, ze sama rosłam z tym miastem, to jeszcze mam zakodowane wspomnienia rodzinne o nim sprzed stukilkudziesięciu lat
report
Magdalena Mucha;przyznaję - to subiektywny obraz miasta - kreuję słowami rzeczywistość odległą może od standardów medialnych - gazetowych, ale właśnie taki obraz rodzinnego miasta zajmuje obszar mojego psyche i nic na to nie poradzę;
report
Basiu - nie żadnej sprzeczności pomiędzy spontanicznością mieszkańca a ciążącym dziedzictwem z jakim się on spotyka na każdym kroku - zresztą nie tylko w Krakowie bo podobnie jawi się Starówka Lublina czy Gniezno; nie urodziliśmy się na pustyni...
report
Kraków i krakowianie ponoć są nie do wytrzymania. Cztery pokolenia mieszkające w Krakowie uprawniają ponoć do tego, żeby być krakusem. Oczywiście żartuję. Ale żeby być Krakusem to trzeba jednak kochać to miasto to jest warunek sine qua non. Ja nie nazywam tego ciążącym dziedzictwem, to jest cudowne dziedzictwo, Lublin, Zamość - zrobiły się przepiękne i dużo miast w Polsce
report
No, Jacusiu - z przyjemnością przeczytałam. :) Nawet się pod tym podpiszę, co i tak Cię nie uchroni przed pewnymi uwagami. ;) Gotowy? Bo buziaka dostaniesz na końcu dopiero. No to - "moje miasto/moich ustach" - "moich" do kosza. ;) Poza tym - "jakże by inaczej" - jakżeby. ;) I tyle. Buziak na dobry rok. :)
report
witaj Miła...! :)) uwagi rzeczowe przyjmuję - błędy w zapisie oczywiste, poprawię za co Dziękuję! buziaka przyjmuję jako zapowiedź rychłego spotkania w Nowym Roku - a jakże - przy winie! serdeczności! J.S
report
Winko zawsze, a książka nadal czeka, Jacku. :)))
report
14 jadę do Kalisza - więc może po powrocie, czyli w następnym tygodniu, w okolicach 20-21 stycznia? :)! J.S
report
Pewnie. :)))
report