6 september 2011

poetry

gabrysia cabaj
gabrysia cabaj

CYRK

Pamiętam dzień, kiedy przyjechał - rozłożył się
na  Świńskim rynku - nad Wisłą. Pobiegliśmy tam
oglądać karła w białym podkoszulku i karlicę, która
była jeszcze mniejsza.
Widziałam jak się mył  w emaliowanej misce.  Ona
zamiatała drewniane schodki kwiecistą spódnicą.

Miasto dostało gorączki: z tuby wylewała się muzyka,
na murach tłustymi literami krzyczały plakaty obok
wyblakłych - Wszyscy do urn!

Byliśmy całą klasą - w dwuszeregu zbiórka!
Werble szczekały, konie tańczyły do świstu bata
całe w czerwonych pióropuszach, akrobaci zwisali
spod kopuły, klaun uszyty z jaskrawych łat.

Tresowane, białe pudelki. Tygrys z płonącą obręczą
w łapach, lwy na pudłach. Słoń posłusznie podpierał się
trąbą, stojąc na przednich nogach.

Nigdy nie widziałam czegoś podobnego. Pamiętam
piasek w sandałkach i wiór w pośladku. W drugiej
połowie zemdliło mnie i wychowawczyni
pozwoliła mi wyjść.

Wczoraj wróciłam, nosząc  Wodę dla słoni
jak strach i współczucie.

.

dodatek111
6 september 2011 at 09:18

lubię cyrk i lubię zwierzęta, nic nie jest proste... taki jest cyrk w jaskrawych smutnych kolorach

report

gabrysia cabaj
6 september 2011 at 09:22

wszystko ma drugą stronę, dodatku...nie umiałam się przełamać

report

Istar
6 september 2011 at 09:47

wiesz, u mnie od kilku dni stacjonuje cyrk, ale dopóki są tam zwierzęta moje dzieci nie potrafią uznać tego za rozrywkę, mam wiec spokój, a jak pytam o pozostałe akrobacje, klaunów... odpowiadają - w sobotę obejrzymy mam talent ;)) podzielam ich zdanie w pełni, w końcu to moja krew ;))) wiersz przypomniał mi ogrom emocji które towarzyszyły mojemu bywaniu w cyrku, pamiętam smród i lamę o zaropiałych oczach, piękne akrobatki i prowadzącego z batem, pozdrawiam :)))

report

gabrysia cabaj
6 september 2011 at 15:41

patrząc od strony zaplecza - to musi być tragiczne, Istar...

report

Ponczillo
6 september 2011 at 12:47

Największy paradoks w temacie cyrku - wiele dzieci boi się klauna.

report

gabrysia cabaj
6 september 2011 at 15:43

prawda? Ponczillo...taki klaun jest cholernie smutny...

report

Wieśniak M
6 september 2011 at 16:44

Nie cierpię cyrku. Ale w Twoim wierszu jest świetny:))

report

Wanda Szczypiorska
6 september 2011 at 16:56

Cyrk pokazywany w kinie nabiera wzniosłości i wydaje się czymś niezwykłym. Ogladany na żywo jest okropieństwem. (Co prawda widziałam tylko raz, Z dziećmi. Pierwszy i ostatni). I wiersz, jak zawsze u Gabrysi trójwymiarowy, jest właśnie o tym.

report

Bazyliszek
6 september 2011 at 17:54

swietny opis Gabrysiu, wiesz czytajac zagrala mi w glowie muzyka Beatles "Being for the benefit of Mr. Kite" podobny klimat, pozdrowka:)

report

gabrysia cabaj
6 september 2011 at 19:41

Wando, Wieśniaku, Bazyliszku - nie wiem, co napisać, więc tylko podziękuję za słowa, uśmiechy i muzykę:) pozdrawiam wszystkich.

report

Ania Ostrowska
7 september 2011 at 07:12

jak mało kto tutaj, potrafisz budzić moje, całkiem już wydawałoby się stracone wspomnienia :) byłam w cyrku dwa, może trzy razy jako dziecko, w latach 60-tych, w małym miasteczku była to wielka atrakcja, dla mnie szczególne święto gdy mój zapracowany zawsze ojciec odrywał się od pracy na kilka godzin żeby sprawić mi radość. Potem jeden jedyny raz, z piętnaście lat temu, jako dorosła z własnymi dziećmi - i to była już kompletna porażka :( Bardzo dziękuję za ten wiersz

report

gabrysia cabaj
7 september 2011 at 08:48

byłam wtedy w trzeciej klasie, Aniu - podobno dużo straciłam, kiedy musiałam wyjść, ponieważ zwyczajnie wymiotowałam. to te same czasy, o których wspominasz w komentarzu - pozdrawiam Cię serdecznie

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register