kiedy
pieszcząc do granic możliwości odpowiednio skalkulowany egoizm
uprawialiśmy wśród świeżo wykafelkowanych żylaków i zawsze podnieconego cellulitesu
naprędce wymyślony seks z mchu i paproci –
pewien wyznawca latrynowego kultu otchłani
poszedł do łazienki umyć szyję kablem od żelazka
skąd powrócił po dwóch tygodniach intensywnego bezdechu
przepraszaliśmy się wystarczająco krótko
by przebaczyć sobie wszystko
łącznie z brzydką pogodą niedopitym piwem i tymi przeprosinami
wszystkim nam sprawiono
wykwintny pochówek
na koszt zakładu Pascala
było lekko łatwo i przyjemnie
miękko smacznie i pachnąco –
zrobiono wiele kolorowych zdjęć
jak tez innych przedmiotów
codziennego użytku
podoba mi sie, chociaz wydaje sie troche niedokonczony i nie jestem pewna czy ta udziwniona wersyfikacja na poczatku byla celowa
report
Podoba się, wydaje mi się, ża czasami pojawiają się na trumlu trudności z zedytowaniem i dlatego tekst się wkleja rozciągliwie albo tak ma być, muszę wrócić do poprzedniego coś tam bardoz mi się podobało. lubię lekturę Twoich tekstów, są interesujące, wciągają
report
Nie do końca będąc świadomym o czym to jest, pozostaję zachwycony pewnymi frazami i to mi w zasadzie wystarczy.
report
pewien wyznawca latrynowego kultu otchłani poszedł do łazienki umyć szyję kablem od żelazka podoba mi sie... ogolnie, to jest taki tekst, ktory w jakims sensie jest zakalamburowany i to mi si ew nim podoba najbardziej:)
report
O zakładzie Pascala nie słyszeli państwo? A wiersz - bardzo dobry.
report
Ależ owszem, robię tam na pełny etat, stary Blaise to niezła pierdoła.
report