ostatnie szczeknięcie zostawiłem
w budzie rozgryzłem kaganiec
stalowy łańcuch i bat
bezszelestnie idę zostawiając
na śniegu trop niepodobny
kundlom zaszczutym
ludziom przyglądam się niemo
tam gdzie ogniwa kruszyły
zęby obolałe ściskaniem
szczęki wypuszczają kły
*czasem zdarza mi się
wyć do księżyca
wiesz john jak czuje ten wiersz? tak jakbys szedl do domu
report
bo tak właśnie było. szedłem do domu gdzieś tam:)
report
jest w tym coś niepokojącego, taka lekka podnieta gdy się nocą idzie przez cmentarz
report