4 november 2010

poetry

Greg Essential
Greg Essential

Komnata wytrzeźwień

wykręcone ręce
skuty w kajdanki
prowadzony schodami w dół
we własną ciemność
 
rozpieprzone pięścią lustro
nigdy wiecej cię nie ujrzy
jak wygładzasz na udach
nową sukienkę
 
mocniej, jeszcze mocniej
wypluwam ciebie z siebie
w alkomat
 
tak czule mi się oddajesz,
że aż wymaga to obdukcji
 
leżę na pryczy w izbie
kaftan ledwo okrywa zwiedniętą męskość
 
złamana łodyga
wielkiej miłości

RENATA
9 november 2010 at 09:43

mocne agresywne ,ale dobre ..takie wiersze dzis maja wzięcie ...taka miłość wymagajaca obdukcji taki chory kompleks edypa .ochydne zycie tak zyc bym nie chciala

report

Greg Essential
9 november 2010 at 11:22

Renato, życie jest ohydne w swej istocie. Powstajemy z paskudnej gluty spermy, którą Ojciec wtryskuje w obrzydliwą, wilgotną, ciemną jamę Matki. Potworny pasożyt egzystuje potem w worku mięśniowym zjadając krew, zęby i soki swego żywiciela, aż nagle cuchnący worek pęka wylewając wśród nieczystości na świat małego biologicznego robota, który zanieczyszcza go natychmiast swym wrzaskiem i wydalinami. A potem jest już tylko gorzej... [mam nadzieję, że nie zasiałem defetyzmu w Twoim czystym i jasnym umyśle?] Pozdro.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register