W zaułku ciemnej nocy
biel rękawiczki i śniegu biel
i sanie do trójki zaprzężone
przecieram oczy ścieram mgłę
z oddychającej ciepłem wnętrza szyby
zdumienie ściska w gardle krew
bo tam
poniżej
przy latarni
sączącej brzoskwiniowy blask
Aleksander Sergiejewicz
zatrzymał sanie
widząc to samo co ja
a więc
smukłą w bieli rękawiczki dłoń
przed siebie wyciagniętą
przez nieokreśloną postać tę
co jest kobietą
o czym utwierdzam się
czując zapach nocnej toalety.
I chciałem na dół zejść
pokłonić się poecie
lecz on już pognał w miejską dal
i tylko dzwonki u sań
i tylko rękawiczka nieznajomej
ledwie widoczna
na skrzącej się bieli ulicy
pozostała
jak pocałunek złożony
na strofie wiersza.
Zaskoczył mnie ten wierszo-sen. Przeniósł mnie w czasy romantyzmu, no w końcu Puszkin. Ale do meritum. Miła niespodziewanka wśród wierszy które nasączone są rzeczywistością... Będzie więcej ? Pozdrawiam!
report
Powiem szczerze, że wkraczając w ten, dosyć odległy od prozaicznej rzeczywistości klimat, pisanie sprawia większą przyjemność. Z tego też egoistycznego powodu nie miałbym nic przeciwko temu, aby kontynuować tego typu słowne igraszki. Dziekuję za wpis i pozdrawiam
report
Dlaczego egoistycznego ? To, że pisze Pan tak, że czuje się szczęśliwy ? nie, to niedorzeczność ;-) Proszę ! aby Pan częściej popełniał takie słowne igraszki ;-)
report
A ileż jest w nas samych sprzeczności ... więc niechże i ta niedorzeczność będzie tego dowodem. I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby jeszcze nie ten "Pan". Wszak nawet w wierszu "Skąd?" zaznaczam, żem chłop z dziada pradziada ;-) No cóż, popróbować nie zawadzi, pozdrawiam
report