Dobrze, że za miłość się płaci
gównianą retrospekcją, kochany, znowu ty i ja,
ja i ty, nie ma nas, powiedziałam, nie ma nas,
przytaknąłeś,
zatem po co jesteśmy . Jak znak zapytania
powielamy się w swoich oczach?
Tamtego dnia znalazłam w lesie pompkę,
śmiałeś się, że nie działa – od przybytku głowa nie boli –
pomyślałam – mam wyrzucić ją do kosza, ale dlaczego –
bo nie działa – powiedziałeś.
Czy wszystko musi działać, nie działa…
Obiad miał nas pojednać. Wybrałam najpiękniejszą główkę sałaty,
pachniała tajemnicą ziemi. Nawet mięso wzięłam w obie ręce,
tak tego nie lubię, dotyk bólu i śmierci, którą wsadzę ci w usta.
Jest dobrze zgodnie z tytułem wiersza obiad nie zawsze musi być sposobem pojednania a sałata jest zdrowa... Bardzo podobają mi się pani wiersza !!!
report
Dziekuje i zapraszam do dalszej lektury :-)
report
Tu nawet sałata jest gorzka. Zaskoczyło mnie ostatnie zdanie. Pozytywnie w odbiorze, choć gorycz została mi w ustach.
report