Sonata węgierska

to nie będzie o szetlandach  kremie nivea podłym dezodorancie
przemycanych w pociągu bez specjalnego nadzoru osobistej rewizji
towarzysza podróży na stacji Komárov jego dziurawych brudnych
śmierdzących skarpetach i lisiej czapie skradzionej na bazarze w

Miszkolcu gdzie szron lizał brwi a szyby w oknach pękały
jak wafle  pod naporem Locomotiv GT  Elekrycznego Orgazmu
dziewięćdziesięcioletniej hrabiny wynajmującej pokoje
w centrum Budapesztu ani o baszcie rybackiej czy krze na Dunaju

dworcu Keleti gdzie może minąłeś Joannę Fligiel  Grácję Kerényi
cinkciarzy bezdomnych akordeonistów skrzypków spadkobierców
księdza Ferenca Liszta liczących w kapeluszach drobne forinty na akord
a conto księżniczki czardasza Márthy Eggerth Kiepurowej Bema pamięci

powstańców 1956 roku  smaku ostrej  papryki  w gulaszu
na wyspie świętej Małgorzaty gdzie baseny ogrzane są operetkową muzyką
unoszącą  kopułę  Orszaghaz * w nienapisaną rapsodię
 
__________________________________
*Orszaghaz- gmach węgierskiego parlamentu

budleja
24 january 2012 at 15:18

bardzo mi się podoba kawał opisanej przez Ciebie historii Węgier realistyczny opis czasów komuny:))

report

Jarosław Trześniewski
25 january 2012 at 10:08

Dziękuję:))

report

Konrad Redus
24 january 2012 at 18:14

więcej niż wiersz

report

Jarosław Trześniewski
25 january 2012 at 10:08

Konradzie :)))

report

Ania Ostrowska
24 january 2012 at 19:42

świetny tekst i tyle :)

report

Jarosław Trześniewski
25 january 2012 at 10:09

Aniu serdeczne dzięki!

report

q
24 january 2012 at 20:54

kawał wiersza ufff ;)) Jarku miło Cię czytać w takiej formie :) pozdrawiam serdecznie:))

report

Jarosław Trześniewski
25 january 2012 at 10:13

Robercie -dziękuję i ja również pozdrawiam:)))

report

Istar
24 january 2012 at 21:29

bardzo dobry :)

report

Jarosław Trześniewski
25 january 2012 at 10:13

:)))

report

Szel
24 january 2012 at 22:30

bardzo

report

Jarosław Trześniewski
25 january 2012 at 10:13

Szel bardzo?Dziękuję:)))

report

Miladora
25 january 2012 at 00:19

Jednym tchem i żywiołowo jak "Tańce węgierskie" Brahmsa, Jareczku. :) Tak tylko gwoli większej płynności i spójności dodałabym "i" tutaj - "kremie nivea i podłym dezodorancie", ponieważ masz następnie l.m. "przemycanych". ;) Dobrego :)

report

Jarosław Trześniewski
25 january 2012 at 10:15

Milo, a wiesz, pierwotnie spójnik był, ale zrezygnowałem, jeszcze przemyślę:))) Dzięki:))

report

Waldemar Kazubek
25 january 2012 at 09:32

Jarku, czapka z głowy. A wiesz, że w pewnym sensie mnie ubiegłeś? Od pół roku noszę się z zamiarem napisania wiersza pt. "Pierwszy mąż bierze Joannę Fligiel na dworcu Keleti". Z błogosławieństwem Kim Jo. Teraz odłożę to na kiedy indziej (podobnie jak do wiersza o Wilnie musiałem dojrzewać po tym jak Mosoń wyrzucił z siebie swoją "Noc w Wilnie")

report

JoT Eff
25 january 2012 at 09:47

On mnie tam wcale nie brał, przynajmniej nie na dworcu.

report

Waldemar Kazubek
25 january 2012 at 10:10

Ja wiem lepiej - licentia poetica!

report

Jarosław Trześniewski
25 january 2012 at 10:18

Oj ,nie wiedziałem( że ubiegłem).A Sonata we mnie dojrzewała od dawna.:))) Miała być rapsodią . I chyba jest?

report

JoT Eff
25 january 2012 at 09:47

Jarku, dzięki :)

report

Jarosław Trześniewski
25 january 2012 at 10:27

Joasiu , to ja Tobie dziękuję.A wiesz hrabina autentyczna,mówiła po polsku, w czasie II wojny pomagała Polakom...Eszterhazy to jej krewni...

report

Emma B.
25 january 2012 at 10:24

zadziwiło mnie, że w czterech zwrotkach można przekazać taki koncentrat historii relacji polsko węgierskiej i jeszcze zrobić z tego reportaż. Więcej nie napiszę mistrzu

report

Jarosław Trześniewski
25 january 2012 at 11:12

Barbaro :)))

report

laura bran
27 january 2012 at 16:44

doszły mnie słuchy, że trzeba zajrzeć... :) teraz dobrze by było posłuchać, najlepiej na żywo ;)) Gratuluję, świetny wiersz, porywa poprzez opisane czasy.

report

sisey
27 january 2012 at 16:53

Uff, to cały gulasz, Jarku. Niejeden by się obruszył, że marnotrawstwo, że tyle dobra, w jeden tekst, ja tylko jedną myśl mam: Przemijanie. Cholera, a przecież to tak niedawno... Ukłony.

report

Jarosław Jabrzemski
27 january 2012 at 22:43

"W" na końcu wersu jak wyrzut. Wykwit, wrzód? Przeniósłbym dla dobra wód: Dunaju i płodowych, żeby się narodziła kolejna taka, która przyrządzi halaszle ze smakiem.

report

gabrysia cabaj
22 february 2012 at 10:10

gdyby mi się drukarka nie zepsuła, to bym już miała w swoim kartonie pośród moich Mistrzów słowa:)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register