8 october 2010

poetry

Hefajstos44
Hefajstos44

Idzie nowe





Jak co dzień wstaję i oddycham sobie,
Otwieram okno by usłyszeć ptaki,
Utrwalam życie, w duszy swej i głowie,
I strząsam z rzęs swych, nocne me majaki...
 
Bo senne zwidy męczą i wciąż trwożą,
Niosą niepokój, i lęk w serce wnoszą,
Wtedy nie życie, kiedy sny mi grożą,
Lecz niebyt srogi, bo marzenia koszą...
 
Więc niech śpiewają, ptaki w niebios skłonie,
Kwiaty łby wznoszą, ponad trawy chaszcze,
A ja znów swoje pozacieram dłonie,
W radości życia, co by cudność głaszcze...
 
Łyk kawy w trzewia, oczy znów otwarte,
Nogi już w butach, ruszam w poprzek świata,
Szlaki omijam, które już przetarte,
I swoich szukam, wyrwana już krata
 
Co w poprzek drogi niby groźba stała,
I lęk mój budzić, w swym zamiarze chyba,
Lecz gdy się marzy, nie jest groźna skała,
Bo człek jest wolny niby w morzu ryba...



Hefajstos44
8 october 2010 at 20:35

Piszę co czuję, a czy to jest jakościowe czy nie? Cóż w tym ważnego? To sa moje wrażenia, wrażliwość i odczucia. Nie przekładam mojej wrażliwości na technikę i nie predystynuję do bycia artystą słowa:) ale dziękuję za komentarz i pozdrawiam

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register