Wiersz do rzucania o ścianę

" bo czyjeś oczy odczepią czółno snu od brzegu
i ocknę się w trzcinach lub na pełnym morzu.."

A. Sosnowski



Dziś w mieście podejrzana cisza. Odbija się w kałużach,
liście lecą na bruk. Od ściany do ściany pociągły cień.
Milczysz lub milczysz, wychodzę, z tej gry nie ma wyjścia.

Idę za miasto na uśpione kanały pić flamandzką wódkę,
oglądać czerstwe tataraki, zrośnięte nocą kamienie,
a krucze pointy mienią się dymem i myślą jak prędkie zapałki.

Płoną po linii melodycznej, rytmika przychodzi, później
i wszędzie tylko lepka glina, wirujący krąg gałęzi,
trip i arytmia współrzędnych.

Ziemia przesuwa się czasem.Tak, tak, kierunek zmylony?
Nie raz oberwało się, nie tylko od chmury.
Właściwe losy tej historii znów mnie nie obchodzą.

Równie dobrze mogłabym spać lub patrzeć na łyse klony,
dotykać brunatne niebo za kominami. Zima będzie
włóczyć się tak czy owak. Możesz wytoczyć mi proces

werbalny, pióra nie będą nam już potrzebne, nie ma
tu nic do rozumienia. Segreguję jeszcze pokruszone liście
i papierowe księżyce, które tak pięknie zrymowały się
z moim pokonaniem.

maryspillows
24 may 2010 at 19:26

dobry wiersz ginie wśród grafomańskich wypocin tego portalu.

report

Towarzysz ze strefy Ciszy
24 may 2010 at 20:30

moim peryskopem czytany takze jest dobry. pozdrawiam

report

Pi.
10 june 2010 at 22:43

mary ma rację... niestety... coraz trudniej trafić coś co nie skrzywi lecz ucieszy... z przyjemnością czytam twoje Wiersze Joanno...

report

Jarosław Trześniewski
21 june 2010 at 21:39

Znakomite:)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register