Mój morderca jest doskonały
zasypia przed zbrodnią
Ten krajobraz można dotknąć palcem, tłusty spływa jak sadza
w podziemiach, lepki narkotyk. Ten trik udaje się tylko raz.
Lokalny bruk ciągnie za miasto, urywa światło, pałąki drzew
oblane betonem tu jest granica tu ziemia kręci się. Jeszcze
domy wymieniają się oknami, pootwierane muzy toną w winylu.
W bramie marokańczyk rzuca hasz pod nogi. Wejdź i roznieś się,
naciągnij skórę na ciemność - na stole rosną kwiaty - będziemy
nabijać dymem łodygi piekła, rozpalimy język, żwir dreszczy
splądruje nam kark. A ona siada obok na pufie i paffa.
Brudny księżyc spuści się po szybie, w tym czasie ty zdążysz
policzyć kości, przetransponujesz przepalone ścięgna, opuścisz się.
I zdążysz przed wschodem w królestwie bez dachów zmieszać się
z cieniem. W zębach piach, krzepnie noc i ciało idzie na spacer.
Śmierć można wywołać jak film. Ten trip udaje się tylko raz.
Bardzo piękny wiersz, który, w moim przekonaniu mógłby zacząć się od "lokalnego bruku", bo trzy pierwsze wersy są najsłabsze. Zwłaszcza "tłusty spływa jak sadza w podziemiach"
report
Bardzo na tak, początek można byłoby odpuścić jak proponuje Mirka. Pointa znakomita.:" Śmierć można wywołać jak film. Ten trip udaje się tylko raz." Pozdrawiam cieplutko
report
Dziękuję. Mirka to jest trafna uwaga. Podumam :) Pozdrawiam serdecznie
report
im dalej w wiersz tym gęściej. trip w krzaczaste zdania. dzikość wyrazu. o tak! "śmierć można wywołać. jak film."
report