cztery ściany ja pijany się odbijam
od luster łazienkowych jak iskra zapałek
cała wypłata wpadła w błoto całe złoto
za co przeżyję kolejny miesiąc będę głodny
wale gaz na rałszu wracam pierwszy raz
a zegar tyka jak klapa od śmietnika
zostawiła mnie matka żona i kochanka
pacierza nie odmawiam jak i klina z rana
nowa niespodzianka urodziny ma koleżanka
pokażę jak świnia wygląda w salonie u Janka
lubię ten luz wierszy pozwalający ze śmiechem popijać whisky, pozdrawiam
report
nie no, tu to jest masakra zawarta... niby na luzie ale bo bandzie, niby twardo po ziemi a jednak na ostrzu brzytwy...
report