10 october 2010

prose

Mirka Szychowiak
Mirka Szychowiak

Wanna i lulu

Od razu postawię sprawę jasno, panie Kaszpirowski – to Wiktor zapłacił za wizytę, no i czeka za drzwiami, więc niech mnie pan rozmieści na kanapie i zaczyna te swoje czary mary. Widziałam kiedyś w jakimś wszawym serialu, na czym to polega i nie mam zamiaru udawać nawiedzonej czy coś w tym guście. Nigdy w życiu.

Powinnaś poddać się psychoanalizie, myszko. Ta zmiana nastrojów mnie przeraża. Jesteś już dużą dziewczynką, a tu znów kolejne miśki na urodziny! Twój Wiktor cię kocha, chodź na kolanka, wysmarkamy nosek i ściągniemy te szelki z Bolkiem i Lolkiem.

Może by mnie pan uśpił na godzinę, taka jestem senna. Nie, nie, to nie to, o czym pan myśli – po prostu pisałam w nocy bajki i jestem zmęczona. Wie pan, ja jestem podziemna bajkopiska. Gdyby on to zobaczył, miałabym przerąbane; i tak mówi wszystkim, że jestem kobietę s p e c j a l n e j troski. Nie będzie spania? Szkoda. Tak, miewam sny. Jak już zasnę, to pewnie, że mam. O, nie, nie opowiem, żadnych takich, proszę księdza.

Wiesz Wicieńku, śniły mi się dwie młode zakonnice. Biegły o świcie brzegiem morza na bosaka. Śmiały się i machały sandałami, normalnie Fellini. Ślepy Cygan grał na skrzypcach po węgiersku, a ja tańczyłam w morzu, zanurzona po pas.

Panie doktorze, Wiktor mówi, ze moje sny też są jakieś cofnięte. A pan lubi bajki? Oj, to dobrze. Taki mężczyna, to rozumiem. Wiktor by zaraz powiedział o panu: sentymentalny dupek. Oj, przepraszam. Ładnie się pan śmieje, ale cicho, mamy za drzwiami szpiega. Mógłby pan mu powiedzieć że jestem do zrobienia, tylko że to musi potrwać, dobrze? Na pewno nie pożałuje pieniędzy na moje dorastanie. Zgadza się pan? Tak? To wspaniale. Zgoda, teraz kończymy – ja się zrobię na trochę zagubioną, można go wołać.

Wicieńku, ten doktor z początku mi się wcale nie podobał: pytał o takie dziwne rzeczy i z czym kojarzę mgłę, ale miałeś rację. Jak zwykle. Już czuję się inna. Ile razy trzeba będzie tutaj przyjść, przyjdę.
No widzisz myszko, jaki miałem dobry pomysł. Teraz zawiozę cię do domu i wracam do biura – dzisiaj znów narada do północy. Nie czekaj na mnie. Wanna i lulu.

Wanda Szczypiorska
10 october 2010 at 20:21

Twoje opowiadania przypominają mi mojego kota Misia, tego z awatara na fejsbuku. Sa ciepłe i miekkie i skore do zabawy. Wolałabym, żeby tok opowiadania obywał się bez kursywy. Ja wiem, że tak musi być, bo taki jest zamysł kompozycyjny i opowiadanie w formie ciagłej opowieści było by opowiadaniem o czym innym. Mówię o tej kursywie, bo dla mnie ona zawsze oznacza cytat, a w ogóle, to nie używam. W tym opowiadaniu bohaterka jest chytreńka, chowa sie za kursywą i nic to, że Wacieniek i tak ją przechytrzy.

report

Jarosław Trześniewski
10 october 2010 at 22:29

Zakonnice to clou:):)nie tylko Fellini:):)świetny monolog wewnętrzny.Ale jedno zdanie mi pojechało Grocholą:) wiesz jakie:):) nigdy w życiu:):) hi hi...

report

Marek Jastrząb
18 may 2011 at 05:23

tekst - nastrojowiec. Świadczy o wyrobionym warsztacie. Bez hi hi

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register