Zbyt długo czekał, w końcu wygasł.
Zderzenie czołowe z powietrzem,
pękła czaszka, a świat wdarł się
do środka ze świstem.
Pozamiatane.
Nie tamuj ruchu, odejdź na bok,
niech wypłynie smoła. Zastygnie nie
w miejscu, gdzie nie ma drogi. Obok.
Ja jestem twoją drogą.
Układam się kostka przy kostce,
przed zakrętem wybrzuszam - zwolnij.
Przy znieczuleniu miejscowym nie ma bólu,
jest strach. Zaciski na brzegach ran
to tylko zimne dłonie. Dziwne uczucie,
że ktoś ogląda twoje bebechy i może
przypadkiem zahaczyć o serce, skaleczyć.
Wystarczy na dzisiaj.
Zgaśmy ten dzień. Szwy muszą
się wyspać, ślady utrwalić.
Rano obejrzymy miejsca po martwych
tkankach, pomyślimy co dalej.
Bardzo dobry wiersz, zastanawaiłaem sie tylko czy pierwsza cząstka z Pozamiatane nie lepiej brzmiałaby na końcu?Ale nie, w poincie musi być pomyslimy dalej. Ten stan zawieszenia i pytanie. Mirko bardzo bardzo na tak:)
report
Super! Pozdrawiam :)
report
Rzeczywistość w poetyckim przekazie, który nie chce byc rzeczywisty. Szuka symboli, głębi. Przekazuje wiedzę tajemną, jak ta o czaszce, czy smole. A jednocześnie jest operacja. Prawdziwa. I pozostałość po niej - martwe tkanki.
report
Pani Mirko, bardzo chirurgiczy wiersz niczym "Anatomia Dr Tulpa" Rembrandta. Ale jest w też nadzieja; zrastanie się szwów. Serdecznie pozdrawiam:)
report
Leży mi, fajne są takie peregrynacje w mało uczęszczane miejsca - takie poszerzanie horyzontów, wchodzenie w inne rejony, drążenie tuneli.Trochę mi te śpiące szwy tylko jakoś nie brzmią. Ale to nic.
report
Czy to się ma szansę zagoić?
report
Niestety, tym razem tylko ostanie 4 wersy wydają się pewne... ale to się zdarzyć może każdemu...
report
jak czytam Pani wiersze to mi sie przypomina ze ja w sumie niesmialy jestem :/
report
czemu??? :)
report
Kolejny, ale co mam się powtarzać:)Miłego dnia:)
report