10 september 2010

poetry

Mirka Szychowiak
Mirka Szychowiak

Składak

Skończyła mi się gwarancja, hura, hura, jestem gotowa
- już się mogę zepsuć. Pewne jak w banku, że sam
mnie nie naprawisz, a innym nie pozwolisz, bo ktoś odkryje,
 że z winy właściciela cały ten ambaras. Wszystko się wyda
 i ty wydasz na mnie. Spoko majonez, jak mówi Rysiu Be,
 morowy poeta ze Śląska - mogę skrzypieć spokojnie,
 dostojnie rdzewieć, szperać w naszym tajnym archiwum
 - aż do skończoności. Nikt do mnie nie zajdzie, to pewne.
Między radiem szarotka w stanie spoczynku, a pękniętym
akwarium, ostrożnie rozbiorę się na części, sprawdzę
zasilanie, przewinę silnik. Potem się po sobie przejadę.

Jeszcze bałagan, nie rozpoznaję wszystkich części, ale
jak się rozłożyłam, to i złożę. Może w końcu wprawię w ruch.

guccilittlepiggy
10 september 2010 at 13:39

wiersz niby o niczym, ale de facto całkiem niezły i wciągający obraz lekkiego rozstroju wewnętrznego. to zdanie jednak: Między radiem szarotka w stanie spoczynku, a pękniętym akwarium - tragedia

report

Mirka Szychowiak
10 september 2010 at 13:46

czemu?:)

report

guccilittlepiggy
10 september 2010 at 14:04

stylistycznie mnie rozwala, nawet jeśli powiem sobie, że taki był na przykład zamiar (bo czemuż nie?), to wcale nie jest lepiej

report

Wanda Szczypiorska
10 september 2010 at 13:54

Bardzo lubię kiedy metaforę wyjmuje sie z jednego pudełka, tym razem z pudełka na narzędzia. Wierzę, że jak sie rozłożyłaś, to się i złożysz. Całe szczęście, że niczego nie trzeba ulepszać.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register