Janinka uśmiechnęła się z czułością, patrząc
jak Gustaw zanurza lodowe sople w dzbanku
z malinowym sokiem i oblizuje łakomie.
Tak się upaćkać! - prycha. Policzki od mrozu
czerwone, ale co tam - dzisiaj wymyślił
deser i od rana sprawdza, czy mu się udał.
Świat jest taki smaczny, Janinko
- Gustaw przysuwa się bliżej i obejmuje ją
ramieniem. Pierwszy raz się tulą, ale nagle
przypomniał sobie inne ramiona i siebie,
gnającego do innego ciepła. Kudłata głowa
zaczęła mu ciążyć i poczuł silny ból.
Pójdziesz na zimę do mojej chaty? - Janinka
szturcha go, ale wie, że Gustaw zostanie w lesie,
tylko na razie nie umie odmówić. Milczą
okryci grubym kocem, trochę bezradni ze sobą.
W tym lesie nie powinno być zimy. Zimy Gustaw nie przeżyje. Chatka Janinki uczyni z niego człowieka odpowiedzialnego i cierpiącego na brak czasu.
report
Przeżyje:)
report
Hm, to raczej kawałek prozy, podzielonej na wersy.
report
bo to proza, tylko w kawałkach można przemycić jako "nibywiersz"
report
:)
report
a ja stwierdzam ze jest wiersz , i to piękny, a że na granicy prozy poetyckiej? Granice sie czasem tak zacieraja ze nie odróznisz:):) Multi bene.
report
ten wiersz wyrwany z cyklu może spokojnie życ samodzielnie, ten o bagnach zreszta tez :)
report