Patrz ojciec, znowu nasz Gustaw
uciekł do lasu – kiedyś nam się zgubi.
Przyszło wreszcie to zbawienne spanie;
sen porwał Gustawa na tę noc daleko,
niesie zwiniętego jak szczeniaka. Szuka
śladów ostrożnie, żeby go nie zbudzić.
W wielkim łóżku czworo dzieci, przykryte
kraciastą pierzyną posapują cicho. Tylko
chłopiec z ogoloną głową nie śpi, gładzi po
włosach najmłodszego brata i cicho śpiewa.
Pokażę ci dzisiaj bagna Gustawie - ojciec
prowadzi go na mokradła. Potem już tu nie
przychodź, bo nie wrócisz. Tu czai się złe.
Mały kiwa głową, ale przecież wie, że pójdzie.
Obudziły się bagna, kipią; bure mgły opadają
na nie, tłumiąc krzyk dziecka. Echo nie zdążyło
ponieść tego wołania dalej, zapadli się oboje.
Panienko, podaj mi rękę – Gustaw obejmuje
drzewo. I wciąż krzyczy.
A więc on jest gdzieś tam, po drugiej stronie. Czy to tylko sen?
report
Aż do Paniebki - sen, a w nim Gustaw i być może fragment odpowiedzi, skąd się tutaj wział, może to rozszczelni mu pamięć?
report
Panienki:)
report
Pani Mirko, ciekawa jestem czy myślała Pani też o pisaniu , wydawaniu prozy ? lekkość pióra , poczytność gwarantowana
report
Pani Anno. Proszę się rozejrzeć
report
rozglądam się:) a raczej wyglądam z mojej dziupli:) pozdrawiam:)
report
Mojej prozy też tu trochę jest:)
report
zgadza się:) ale ja tak lubię na papierze
report