Kroki, własne i zrodzone z lęków depczą
po piętach; dopadły cię i zaczynasz myśleć,
że to ja, ze swoim nieuleczonym natręctwem.
Mnie tu nie ma na pewno. To, co słyszysz
– to strach. Pierwszy raz widzę tak
wyraźnie, że mnie z tobą nie ma.
Jestem jeszcze w lesie. Zamknięci w pniach
myśliwi budzą się powoli, czując obcy zapach.
Jestem jeszcze daleko w lesie, nie zdążę uciec;
może się zatrzymam, zastygnę jak stare drzewa
i zaczekam, aż wypuszczą wszystkie strzały.
Kiedy ostatnia przebije twardy pień i wypłynie
światło, wymyślę sobie nowe imię, potem
powiem, gdzie masz szukać.
Drobiażdżek: raczej "z lęków" niz z leków? A wiersz? Coś niesamowitego!
report
Przed chwila wkleiłem komenatrz i ...znikł. Co jest grane? "Jestem jeszcze daleko w lesie, nie zdążę uciec; może się zatrzymam, zastygnę jak te stare drzewa i zaczekam, aż wypuszczą wszystkie strzały." Bardzo bardzo.
report
A ja byłam pewna, że napisałam sążnistą epistołę. Ale miałam ja chyba w głowie, bo jak widzę napisałam tylko jedno zdanie. To pewno ci zamknieci w pniach myśliwi odebrali mi mowę. A wiersz jest tak szlachetnie melancholijny. To jest obraz smutku, lęku, nadziei (z tego składa się melancholia) najwyższej próby
report