dłonie

niosły w sobie zapach chleba wpleciony w grudki różańca
pomieszkiwały w kołysce świeżością krochmalu wśród wiecznych korników
czasem przycupnęły na przyzbie by fajkę rozżarzyć wyprzedzając
ostatni powiew kartoflowych powieści znad ognisk odlatujących dymem
na ogonach ptaków ciągnęły do domu syty drabiniasty wóz
i chrust na opał pełen śpiewu sosen kłóciły się z wiatrem 
o garście jabłek i wylewały na kwiaty poezję

nie pamiętam by kiedykolwiek zostawały puste
nawet nocą - widziałem to ukradkiem - pieściły kształt matki
jak pieści się cień anioła stróża ukojenia pod powałą świata
troski zostawiały za progiem by stół uginał się pod barwną
dzikością róży na wino gotowej

aż psy wyszczekały niebieską miedzę za którą
dziesięciopalczaste rozmowy z Bogiem nabierały kształtu
gdy od progu słońca noc z latarnią wychodziła w pole

krzysztof bojko
25 june 2011 at 14:40

klasyk. pozdrawiam :)

report

gabrysia cabaj
25 june 2011 at 15:08

jestem!

report

Wieśniak M
25 june 2011 at 15:36

Czytam i zastanawiam się czy te wszystkie markety to były naprawdę?. Inny czas i przestrzeń. Ok:))))

report

Jarosław Jabrzemski
25 june 2011 at 19:33

Wylewały na kwiaty poezję? Jak gnojówkę?

report

Ewa Żurowska
25 june 2011 at 19:38

perfekcyjne, gratuluję

report

An - Anna Awsiukiewicz
25 june 2011 at 20:13

Podoba mi się:)

report

Jerzy Woliński
25 june 2011 at 20:20

Ładna opowieść o spracowanych dłoniach.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register