świniobicie.

pamiętam,
że dziadek wiktor tego dnia wstawał już o piątej. 
w parowniku wstawiał wielki kocioł wody. 

byłam może w drugiej klasie. lekcje wtedy odrabiałam  
w piątek, aby na sobotę mieć gotowe.
inaczej szlaban i nici z wyjazdu. 

w chwili "ostatecznej" mama 
albo ciotka brały mnie
i młodszą kuzynę aśkę do pokoju, 
że niby bajka w telewizji.

niedługo po tym  kroiły
słoninę. wiadra pełne gorącego
smalcu stały  koło pieca,
a babcia weronika ostrzegała :"dziewczynki nie podchodźcie tam!"

na obiad obowiązkowo  biała kiełbasa
albo smażona wątroba.
kuchnia wrzała od rodzinnego gwaru, 
jak brytfanna z szalejącymi skwarkami.

ojciec najczęściej wędził w olszynie,
podobno nadawała czerwonego koloru.
widzę jak idzie, a  gorące parki wiszą na drążku.

jakie to wszystko było proste.

08.05.2011

Withkacy
8 may 2011 at 16:01

Rzeczywiście obraz na dobrą prozę :)

report

agnieszka_n
8 may 2011 at 16:07

pomyślimy:D dziękować!

report

Withkacy
8 may 2011 at 16:01

podoba mi się

report

Darek i Mania
8 may 2011 at 16:21

znowu wczułem się w peela -olszyna i jałowiec u mnie i wszystko było proste :):) pewnie dlatego że mieliśmy umysł dziecka :):)

report

Jerzy Woliński
8 may 2011 at 17:17

pamietam, tak podobnie,

report

An - Anna Awsiukiewicz
8 may 2011 at 17:18

Akurat dzisiaj czytałam urywek o zabijaniu zwierząt--trudno mi się się odnieśc:) Co za zbieg okoliczności?Aczkolwiek prywatnie odbywa się to bardziej humanitarnie:)Chyba przejdę na witarializm--hihi.. ale podoba mi się wiersz-jakże by inaczej:)

report

Laura Calvados
8 may 2011 at 17:59

reportażowe

report

agnieszka_n
8 may 2011 at 18:31

Dzięki wszystkim za wpis, pozdrawiam.

report

Proza czy nie ale tylko z tą kapitalną końcówką "... jakie to wszystko było proste."

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register