6 october 2011

poetry

Pi.
Pi.

Odyseusz w bamboszach

co wieczór Odyseusz pokonuje niepoliczalne armie
wroga - a to Orków, a to hitlerowskiej Rzeszy
lub owadopodobnych Wraith aż z galaktyki Pegaza.
 
nim opadnie pył nad kataklizmem zwiastowanym
w pojedynczym ruchu heroicznego palca, prostują się
zdrętwiałe żagle, a kapcie obierają znajomy kurs
 
na macierzystą lagunę. jeszcze halsuje na dymka
w towarzystwie Homera i zawekowanych korniszonów,
nasłuchuje śpiewu syren w pojękiwaniu trzeciego
 
stopnia piwnicznych schodów. oj, ciężki jest ten
cały Odyseusz naraz. po omacku sprawdzi w ostrym
przypływie niepokoju, czy sternik jest uśpiony
 
aż po samą szyję. ma chłopak talent do infekcji.
na koniec rytuały przed znoszonym sobą i już można
wchłonąć twoje sny Penelopo. a rano? rano pod Troję.

Waldemar Kazubek
6 october 2011 at 07:53

Pi, Ty grasz w komputerowe gry? Wiersz z tych, które mi się muszą podobać, choć ja nigdy nie grałem.

report

gabrysia cabaj
6 october 2011 at 09:38

świetny, ironiczno-humorystyczny wiersz.

report

Szel
6 october 2011 at 23:57

czepne sie Piorus..hitlerowskiej jednak :))

report

Pi.
6 october 2011 at 23:59

ależ jasne, słonko... jak mi ta literówka się przemknęła bokiem? nie wiem...

report

Szel
7 october 2011 at 00:10

wiadomo dlaczego ! skracasz hitlerowcow domowy Odyseuszu...a kapcie sa w wierszu i tak najlepsze:))

report

issa
7 october 2011 at 00:08

"i już można / wchłonąć twoje sny Penelopo" - jeśli to byłoby moje, myślałabym może nad zamiennikiem dla "wchłonąć". No ale nie jest moje:-) I poza nim - byłam po samą szyję. Dobrego.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register