28 june 2010

poetry

Pi.
Pi.

magnetyzm

nienawidzę obcej grawitacji zagnieżdżonej
w brudnobiałym laboratoryjnym fartuchu
w perfidnym archipelagu wysp Castorama
w misterium babińca przy półsłodkiej amforze
w tysiącu i jednym niegodnych drobiazgach
zdolnych z taką łatwością odginać orbity

twoją od mojej

odmierzam zatem samotnie gorzkie zaćmienia
brnę w słoneczne wiatry pozbawione ciebie
dotykam dotyków powtarzam zapamiętane szepty
mrugam ku bladym mirażom na wszelki wypadek
chucham na powierzchnię lustra przed którym
przymierzałaś rano kolejne wersje zewnętrzne

aż do skutku

tak cierpliwie zaklinam kosmiczne meandry
że jednak wracasz - nic w tym nadzwyczajnego
port zazdrosnych myśli przyciąga najpełniej
jestem Orfeuszem któremu słoń nadepnął na ucho
więc zamiast liry mogę tylko zacisnąć kciuki
i wierzyć że każdy dźwięk dzwonka będzie fanfarą

za wyczekanie

Jarosław Trześniewski
28 june 2010 at 14:59

Bardzo na tak i ta końcówka:" jestem Orfeuszem któremu słoń nadepnął na ucho więc zamiast liry mogę tylko zacisnąć kciuki i wierzyć że każdy dźwięk dzwonka będzie fanfarą za wyczekanie" Pozdrawiam:)

report

Mirka Szychowiak
28 june 2010 at 16:52

Też ci MM wali minusy?:))) Bardzo dobrze rozplanowany kawałek. I bardzo kosmoczny:) Mogę nie rozwijać?:)

report

Pi.
28 june 2010 at 17:00

ano. pewnie różnią nam się wierszopoglądy... :) Jeśli ci się podoba to "rozwijanie" jest wyłącznie pieszczotą ego poety... ale jeśli ci się nie podoba, to obiecuję nie popełniać seppuku gdy mi napiszesz "dlaczego" :) najgorzej jest wtedy gdy to jest "re-opinia" :) panimajesz szyfr? :)

report

Mirka Szychowiak
28 june 2010 at 20:53

Bardzo mi się podoba:) Ale pożyczyłam sobie od emema, bo to stosowne słowo:)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register