7 june 2010

poetry

Pi.
Pi.

my

ja
z oddechów uperlona noc
mięknie lśni gdy dojrzewam
ty
z muśnięć uszumionym snem
wilżysz dolinę wyciszenia
ja
z objęć uskalonych poprzez mgłę
w ten szept co o krzyku śpiewa
ty
opadasz gdzieś w intymny raj
naszego wzmysłowstąpienia

Wanda Szczypiorska
7 june 2010 at 08:16

O nie. Ja wiem, że te nowotwory językowe są celowe, ale jednak - nie.

report

Mirka Szychowiak
7 june 2010 at 08:39

zero dreszczy, ktore powinny się pojawić u czytelnika. Wiersz jest jak ekshibicjonista, który tylko na chwilę się "wystawi", potem szybko zapnie z powrotem płaszcz. POszukiwaniom swojego języka mowię: tak, pod warunkiem, że to będzie piękne, nie pokaleczy czytelnikowi oczu i nie będzie kuleć. Mam na myśli np: - "z muśnięć uszumionym snem wilżysz dolinę wyciszenia", "z objęć uskalonych poprzez mgłę" , "wzmysłowstąpienia". Sens oczywiście tak, ale tym razem rekwizytornia nie dotrzymała kroku.

report

Pi.
10 june 2010 at 09:05

pewnie macie rację :) sam mam wrażenie, że powstawał w momentach gdy bardzo "chciałem" wiersza... chyba tak jest, że mam sentyment głębszy do tych nieudanych prób niż do "hitów" :) pewnie kiedyś do niego jeszcze wrócę... nie dziś i nie jutro :)

report

Jarosław Trześniewski
11 june 2010 at 07:12

uperlona noc ale bez perły, przerost formy nad trescia, ale sie nie martw, zdarzaja sie kiksy nawet najlepszym:) Pozdrawiam

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register