natural born cykor (czyli podzwonne dla tchórza)
wtedy nie wierzyłem, że miłość może być partią śmiertelnego badmingtona
bez ustępstw. za bardzo bałem się, że możemy zmajstrować nowe pokolenie,
więc na hasło odbijany, odstąpiłem cię temu szczelniej zasklepionemu w sobie.
on ukradkiem wyrywał z siebie wiersze. nam to imponowało. ale teraz miałaś
piersi tak samo siedemnastoletnie, jak resztę wystawionego na słońce ciała.
improwizowany performens dla jedynego widza w milczącej pantomimie
przypadków, które ponad moje libido. musiałem opalać się na brzuchu,
by zamaskować niezawinioną erekcję. teraz chciałem rozmawiać o polityce,
o tendencjach buntu w prozie afro, ibero, nawet hindu, a wciąż te bordowe sutki
sterczące w chmurny błękit. wiedziałaś? spod powiek wszystko było pod kontrolą
bardziej, niż korytarze powietrzne nad zamglonym Heathrow w obliczu nawałnicy.
nasze oswojone jezioro drgało raz po raz bliżej. piasek bezwstydnie emigrował
w poszukiwaniu cieplejszej pustyni lub głębszych pachwin. ciężko ranne wargi
w zgrzytach o siebie i nadspodziewanie mokre dłonie, których nie mogłem wetrzeć
we własną skórę. aż po ból, że już tak mi zostanie. popatrz: pierwszy biały szkwał
tego lata. przynajmniej zmyje z ciebie maskę, a ze mnie szczeniacką ejakulację,
której jeszcze nie warto ujawniać. już cię przecież dawno stchórzyłem - tamtemu
co wyskrobywał zapiaszczone inwersje z miejsc bardziej niedostępnych niż księżyc.
Dobrze się to czyta. Nie bardzo wiem po co tam Państwo Knoxowie i boję się, że tylko by uzasadnić pomysł na tytuł. Niewiele chyba wnoszą a rozpraszają uwagę.
report
wiesz co?... z perspektywy poranka to też widzę jakiś dystans państwa Knox od lęków peela... na razie zostawię... przyjdzie jakiś wieczór i albo znajdę mocniejsze nitki albo z żalem wyskalpeluję tytuł zostawiwszy...
report
Smiertelny badminton u panstwa Knox ,owo odbijanie lotki ,bordowe sutki, inicjacje etc etc a peela strach przed miloscia wywoluje ciagle ...cykora.
report
myślisz, że peel ma to nadal? :)
report
zdaje sie ze ma:)
report
Podtrzymuję (zapewne z perspektywy kobiety), iż "biały szkwał" szczególnie zakołysał poetycko:)
report
A mnie wciągneła fabuła. Bo to jest wiersz, który opowiada . Opowiada tak, jak się w prozie opowiedzieć nie da.
report
Z pierwszymi dwoma zdaniami Pani Wandy nie sposób się nie zgodzić. Ale trzecie to już wierutna bzdura. Jak to się nie da skoro się da! Zresztą przecież język tego wiersza jest genetycznie prozą obciążony (co broń boże nie czyni mu ujmy).
report
Ooo! Od razu z grubej rury - bzdura. Namęczyłam sie strasznie nie umiejąc powiedzieć tego, co chce powiedzieć. Chodziło mi chyba o to, że opowiadanie prostych spraw przez nieproste skojarzenia i cały ten poetycki sztafaż czyni te proste sprawy ważniejszymi, bogatszymi, bardziej tajemniczymi.
report
Gruba rura, tylko dlatego, żeby czasem zdetonować ciszę portalu, dla prowokacji, z temperamentu a poza tym - w końcu taki też kaliber intelektualny strzelającego (który w głębi serca Pani uniżonym sługą i oboje wiemy dobrze dlaczego). Będę się jednak upierał, że sztuczki o których mówi Pani są osiągalne jak najbardziej w prozie - a choćby żeby nie być gołosłownym pewne fragmenty opowiadania GG Marqeza "Ślad twojej krwi na śniegu" (dlatego ten przykład bo i tam młodzi na plaży, choć bohater był śmielszy to i tak stchórzył, ale nie o rozwój fabuły oczywiście chodzi tylko o język który wyciąga z niej te specyficzne smaczki).
report
wybaczcie moją nieobecność... niezmiernie jestem uradowan, że wreszcie jakaś merytoryczna dyskusja sprowokowana przez wiersz... przeczytałem z przyjemnością, może bez wypieków na twarzy ale jednak z szeroko otwartym umysłem. już wiem, że należy na przykład nadrobić stratę do Waldka i przeczytać "ślad krwi na śniegu". i to nie w poszukiwaniu podobieństw ale tego smacznego języka jakim marquez tak po mistrzowsku się posługuje. wstyd się przyznać że tego opowiadania nie znam. cieszę się, że w odróżnieniu od wielu innych portali - nie skaczecie sobie moi drodzy do gardeł nawet gdy pada jaskrawsze określenie. rozmawiać trzeba. a czy utwór powyżej jest bardziej wierszem czy prozą? czy to ważne? czy musimy poddawać się jakiejś konkretnej klasyfikacji? kiedy utraciłby poetykę wiersza na rzecz prozy? kiedy odwrotnie. mnie cieszy, że mieści się gdzieś pomiędzy jednym a drugim ekstremum. co byłoby gdyby był poza skalą? :)
report
Ja bym miała panu Waldkowi skoczyć do gardła? Nigdy!
report
Przede wszystkim Pi, żaden wstyd. Nikt nigdy nie przeczytał i nie przeczyta wszystkiego. Po drugie - ja do gardła Pani Wandy zawsze chętnie skoczę, by wydrzeć z niego jak najwięcej czytania na głos i nagrań. A co do konwencji, która lokuję się pomiędzy gatunkami, to również jest mi najbliższa. Zresztą najlepsze z moich wierszy (tzn. te, które mi się wydają najlepsze) to najczęściej poronienia niespełnionego prozaika, który z braku czasu czy odwagi decyduje się na krótszą pracę nad wierszem, niż dłuższą, bardziej ryzykowną robotę nad opowiadaniem, nowelą, powieścią... W tym sensie frajer ze mnie, choć może to niektórym wierszom wychodzi na zdrowie. Jak mawiają - lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.
report
wiesz Waldek ile ja mam rozpoczętych "próz"? które inicjowałem z mocnym postanowieniem dokończenia do ostatniego zdania. sam nie wiem ile mam. wiem za to ile skończyłem. ze dwa opowiadania... scenariusz. jeden gotowy i z tuzin w strzępach. kiedy ja to pokończę? wątpliwości więcej niż przekonania. a może się mylę...
report
Czterema krótkimi słowy, przecinkiem i wykrzyknikiem - ciule z nas, Pi!
report