Jan K. był profesjonalnym zerem.
po godzinach pasjami grywał w filmie,
jako nigdy nierzucający się w oczy,
przedstawiciel idącego skądkolwiek tłumu.
Jan K. arcymistrz żywej przeciętności,
castingi wygrywał bez kropli potu.
jako istna masowość, stadność, wielość,
był wzorcowym ucieleśnieniem próżni.
Jan K. kolekcjonował cudzość wszelaką
i orgazmował, gdy przebijała go na wylot.
polerował więc przejrzystość namiętnie,
aby stała się jego nową błoną niewidką.
Jan K. miał pomysł na film-arcydzieło,
w którym umierają wszyscy bohaterowie,
a po śmierci budzą się już jako on sam.
za bohaterstwo taki zbiorowy wszechraj.
Jan K. cierpliwy był jak sam czas.
cierpliwy był jak czas...
jak sam czas...
aż...
Do przedostatniej strofy jest ok, resztę wyrzuć:) Pozdrawiam cieplutko bukszpan
report
Kolekcjonuję Twoją cudzość, orgazmuję, gdy przebijała mnie na wylot.
report
Zaraz mi się przypomniało, że kiedyś napisałam list do Kowalskiej (to moja alternatywna), dziś u mnie z pozdrowieniem dla Ciebie:)
report
och w morde jeza........ i jak tu doganiac takich tworcow?
report
dziękuję bardzo :)
report