20 may 2010

poetry

Pi.
Pi.

zaczyna się od obgryzania paznokci

w przypadkach emocjonalnego głodu,
najsytsza wciąż jest własna pięść,
w pięciu znanych smakach palców.

maleńki - nieśmiało, że niby się
zabłąkał, przy okazji rytualnych,
codziennych czynności i mimo woli.

serdeczny - w parzyste piątki i zawsze
o ustalonej z góry półtorejgodzinie,
raz z prawa, raz z lewa, raz wzdłuż.

wskazujący - jak zwykle bezczelnie,
prawie dłubiąc w płytkich oczodołach
ciekawskich matron w Eastern Parku.

środkowy - po omacku i wskutek kary
za stłuczenie krótszych młotkiem,
przy niechcianym gwoździowaniu ściany.

tylko kciuk smakuje bezbronnością,
więc głęboko pod prenatalną kołdrą,
raz na całe popieprzone życie,

obgryzę siebie po siny nadgarstek.

No hole in the water
20 may 2010 at 13:01

Nie wiem jak mocniej wyrazić podziw dla Twoich wierszy, więc powiem tak: mogłabym Ciebie kochać za same tylko słowa.

report

Małgorzata Błońska
20 may 2010 at 15:18

Hm...berek!

report

Pi.
26 may 2010 at 23:56

Gochna... Looknij w prozę... o ile masz zapas chusteczek pod ręką... i pampersa...

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register