tam wciąż umierają niewidzialni
z głodu z zimnego smutku
ze zwykłej konieczności zbiorowej
tam blakną pasiaki i tatuaże
na zdjęciach utlenia się ból
coraz głębiej w limbo niepamięci
tam zadrutowany siny wiatr
kaleczy kakofonią otwartego jęku
manekiny uświęcone popiołem
tam i wtedy nie byłbym godzien
tu i teraz wstrzymuję oddech
zgęstniały wobec słonej ciszy
jest bardzo git
report
O tym można pisać tylko tak, właśnie. Ze skromnością i bez patosu.
report
utlenianie bólu przebiło wszystko. może dlatego tak bardzo to widzę. chemia śmierci. chemia cierpienia... im prościej tym lepiej. sure clarity.
report