17 may 2010

poetry

Joanna Lech
Joanna Lech

Bezdech

Odkąd niepewność zmieniła barwę i stan skupienia. Tak jest od wczoraj;
natrętne zimno, biel, szron skrzy się na drzewach. Muszę to odespać,
muszę coś z tym zrobić.

To staje się szybko, zapada się, drga, jak wepchnięte w rezonans.
Nawet ściany parują z nadmiaru, sen się skrapla w pościeli,
osiada na porach.

Swędzi bardziej niż dotyk, bardziej niż pióra tych ptaków,
ich połamane skrzydła, kości. Ślady odbite na śniegu –

spróbuj tam nie patrzeć, spróbuj się zachłysnąć.

Towarzysz ze strefy Ciszy
22 may 2010 at 15:37

snieg popiol i polamane skrzydla.... cos w tym wszystkim jest....

report

miron tee
23 may 2010 at 21:24

....nie.....oddychaj.....kiedyś wstrzymywałem oddech, napinałem mięśnie, nie patrzyłem.......teraz widzę jak wygląda kość w moim gardle......oddychaj......oddychaj......

report

Rafał Muszer
11 july 2014 at 16:22

ciekawe te obrazy

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register