Dachy pokryte czapami śniegu
słońce puszcza mroźne oko,
błyszczącymi iskierkami
zdobi sosnę smukłą i zaspę głęboką.
Chłody oddech poranka
siną kredką znaczy twarze,
jeszcze się nie rozpoczęła
lodem skuła w parku stawek.
Rój białych motyli
nad głowami szybuje,
dzieci bałwany lepią
kominy dymem plują.
Gzymsy obsiadły sople
rzeźbione wlodowatej wodzie,
kiedy je spotykam
przechodzę na drugą styrane.
Gdy dzień oczy przymyka
księżyc z mroźnym spojrzeniem
po opłotkach się panoszy,
niedźwiedzie w sen zapadają.
I tylko gorące serca
trzymają stały ciepły klimat
choć zimne mamy dłonie
nie straszna nam zima.
Fajnie, dzięki. Przypomniałeś mi, jak wyglada zima.
report
Kto lubi takie opisy niech czyta ! Realizm aż przeraża i robi się zimno.Jak widać autor to mistrz w wywoływaniu negatywnych reakcji na tę porę roku. Panie Edmundzie to się panu udało bo po przeczytaniu nałożyłem jeszcze jeden sweter !
report
piekny wiersz
report