Wiatr po lesie październikowe różańce
odmawia,
jeleń dostojnie przechadza się
skrajem,
ostatni śpiew ptactwa po kniejach się
niesie,
smutkiem naciąga sina kołdra mgieł z
nad bagien.
Dzień się z nocą zbratał wczesnym zmrokiem
częstuje
rozczochrane trawy naciągają wilgocią,
zasuszone bukiety letnich marzeń pod
sufitem się snują,
zziębnięta dzika grusza tkwi przy
drodze samotnie.
Zachlapana deszczem wąska ścieżka za
pagórkiem cienia nocy znika
pociąg, co odjechał czarnym warkoczem
dymu w niebo lekko kicha,
jeszcze tylko czarne wrony smutne
pejzaże lotem spenetrują,
potem tylko cichą wieczorną kołysankę
sitowia zaszumią.
Bardzo mi się podoba ten melancholijny październik
report
Wiersz wspanialy,bardzo mi sie podoba ,pozdrawiam
report
Bardzo milutko.Prawie tam byłam. Pięknie opisane:))
report
Co prawda Niemen słowami Tuwima inaczej opisuje październik ale Twój niewiele odbiega od tamtego a może nawet bardziej realny jak pisze moja szympatyczna przedmówczyni . Być może jest to jeden z lepszych Twoich wierszy. Czytam już trzeci raz i za każdym razem wydaje mi się coraz bardziej interesujący !
report
Świetny paźdźiernik. Bardzo dobry wiersz.
report
Dziękuje za wszystkie komentarze.
report