Stado starych topól suknie swe zdejmuje,
potarganym niebem czarne chmury płyną,
pomarszczone jezioro liście w dal przegania.
Z zarośli wygląda para dzikich kaczek,
przełamana gałąź do odlotu wzywa.
Ślady zajęcy biegną w drugą stronę
myśli jeszcze nie pozbierane a już zagubione.
W zaroślach jelenie stoją zamyślone,
na skraju lasu sosna spokojnym spojrzeniem
swymi igłami częstuje jak cieniem.
Wnet pejzaż otuli welon mgły wieczornej
tylko zza miedzy słychać oddechy niespokojne.
Z oddali dobiega odgłos ludzkiej dżungli,
stary kruk tu zawitał, by się w ciszy zgubić.
wiersz jak zawsze super,pozdrawiam serdecznie
report
Te wszystkie opisane symptomy zapowiadają jesień a przy jesieni smutek i nostalgia za wiosną.Świetnie napisany poczatek a kaczki teraz zapominają odlatywać i na stałe zagościły w zaroślach Gwdy. Sielski temat ładnie opisany tylko ludzka dżungla wprowadza tu dysonans.
report
Zgadzam się ludzka dżungla jest najokrutniejsza bo stworzona przez człowieka.
report